Kategorie
Blog

Odsłonięte, gołe kostki – kwintesencja stylu czy moda dla powodzian?

Nie rozumiem pewnego fenomenu występującego głównie u ludzi młodych, którego od jakichś kilku lat doświadczam nieustannie. Zastanawiam się nad faktem, na ile moda przestaje pełnić funkcje użyteczności i w całości przejmuje jedynie rolę naszej prywatnej dekoracji. Chodzi mi tutaj głównie o tak zwany „pinroll”, wywiniętą nogawkę czy odsłoniętą kostkę. Znacie to, prawda? Odnoszę ostatnio wrażenie, że widuję to zjawisko codziennie, nieustannie, wśród większości z nas.

Nie chcę w żadnym stopniu oceniać czyjegoś stylu, gdyż wyznaję w tej kwestii kilka podstawowych zasad. Po pierwsze: gówno to zmieni. Po drugie: sam się na tym nie znam (jestem tylko obserwatorem) i po trzecie: styl to sprawa indywidualna każdego z nas i nie uważam, żeby ktokolwiek mógł być źle ubrany. Co najwyżej niestosownie.

I to właśnie kwestię niestosowności tej popularnej ostatnio mody chciałbym tutaj poruszyć. A przede wszystkim poznać wasze zdanie na ten temat. Błagam – uświadomcie mnie, że nie tylko ja zwróciłem na to uwagę. W ogóle to napiszcie cokolwiek, bo bardzo się stęskniłem.

Możesz lubić ubierać się w worki na ziemniaki, a i tak będziesz fajny.

Taka prawda. Styl to sprawa indywidualna, a każdy z nas jest inny. I nie ma nic lepszego wśród ludzi, jak właśnie ta różnorodność. Więc żeby nie było – uważam, że ta cała „moda dla powodzian”, tak bardzo ostatnio popularna, jest całkiem fajna. Mało tego – nawet sam próbowałem zastosować tę zakładkę na swoich nogawkach, ale jakoś mi nie wychodziło. Pozostaję więc przy klasycznych dzwonach z lat siedemdziesiątych. Smuteczek.

Nie dajmy sobie wmówić, że coś jest niemodne, niewpisujące się w dzisiejszy styl miejski czy odbiegające od tego, co noszą wszyscy. Niech każdy nosi to, co chce i kiedy chce.

Pozostaje jednak jedno pytanie: czy czasami nie jest to zbyt naciągane? Przesycone tą całą nowoczesnością, przez co gubimy całą ideę praktyczności wszystkich naszych ciuchów czy obuwia?
Moda na przekór?

Spadł pierwszy śnieg. Zima jak zwykle zaskoczyła kierowców, piaskarki napieprzają po ulicach jak porąbane, więc trzeba w końcu zebrać się do kupy i zaopatrzyć się w coś, co pozwoli nam przetrwać grudzień i styczeń. Nadchodzi więc moment, który wszyscy tak bardzo kochamy – zakupy!

Wytłumaczcie mi – czy jestem jakiś nienormalny z powodu, że na taką sytuację kupiłbym gruby, podszywany puchem zimowy płaszcz, ciepłą czapkę, szalik, rękawiczki i skórzane kozaki, żeby jakoś się przemęczyć i nie zmarznąć przez ten okres? Zawsze wydawało mi się, że ubrania mają czemuś służyć. Coś mi się wydaje, że byłem w błędzie.

Podczas moich zimowych eskapad do pracy, miasta, widywałem czasami osoby, którym przypatrywałem się z taką uwagą, jakbym nie do końca dowierzał temu, co widzę.

Stoi sobie na przystanku tramwajowym dziewczyna. W cienkiej kurteczce, ale za to owinięta modnym, grubym kominem, spod którego da się dostrzec jedynie szczelinę na oczy i nos. Fakt – może to jest użyteczne – w końcu koleżanka może oddychać, a to już niebywały sukces grubego szalika w sferze praktyczności. Dalej jeansy, ośnieżone, pokryte piaskiem trampki i perfekcyjnie podwinięta nogawka odsłaniająca czerwoną od mrozu kostkę.

Jak pisałem wcześniej – co kto lubi. Tylko po co? Wytłumaczcie mi, czy takie poświęcenie to nie jest męka dla naszego organizmu? W imię czego?

I uprzedzając wszelkie komentarze – takich przypadków jest więcej, a ta osoba nie była osamotnioną w boju z mrozem jednostką. Idźmy dalej.

Pan z kunsztowną brodą oraz standardową dla miejskiego stylu męską fryzurą: wiecie, wygolone maszynką boki i tył głowy i grzywka zaczesana w stronę potylicy. Swoją drogą – zajebiście to wygląda. Nawet gdy owłosienie pokrywa szron, a ów osobnik ciągle smarka nosem z zimna, skupiając na sobie uwagę wszystkich wokół. Bo w pięknym płaszczu akurat nie ma kieszeni do których można by schować chusteczki. Dalej eleganckie, bawełniane spodnie, obowiązkowo z wywiniętą nogawką i uwaga uwaga – kozaki. Ale odsłonięta kostka koniecznie musi być na wierzchu.

Też bym tak chciał.

Ale nie mogę. Nie umiem. Nie chcę. W sumie sam nie wiem, czy to moda zarezerwowana tylko dla gimnazjalistów i licealistów, czy też w jej kanon wpasuje się ktoś tak przeciętny jak ja. Wygląda to fajnie, ale ja chyba wolę utarte schematy.

Dlatego potrzebuję w tym miejscu opinii. Tych, którzy są świadkami tego zjawiska, jak również tej drugiej części, która nie wyobraża sobie życia bez swojej wyeksponowanej na wzrok innych ludzi kostki.

Idzie wiosna, a po niej nadejdzie lato. Najwspanialsze jest w tym wszystkim to, że doskonale wiem, czego mogę spodziewać się po 90% nastolatków, których codziennie widuje się na mieście gdy ci skończą zajęcia.

Chyba muszę kupić nowe New Balance’y czy inne Air Maxy.