Kategorie
Blog

Największe mity na temat studiów

Studia nie do końca są takie, jak ci się wydaje. Przed pójściem na uczelnię czy początkowym okresem rozruchowym, możesz tak naprawdę nie wiedzieć o nich nic. Otrzymujesz setki porad i opinii od znajomych, rodziny, nauczycieli, którzy mają już to za sobą lub zdążyli już przekonać się na własnej skórze czym tak naprawdę jest wyższa edukacja. Część z nich może być naprawdę przydatna, część zupełnie bezużyteczna. Prawda jest jednak taka, że nie będziesz mógł się na ten temat wypowiedzieć dopóki sam tego nie doświadczysz.

.

Nie musisz być uczniem szkoły średniej aby uznać ten artykuł za przydatny. Osoby już studiujące również powinny znaleźć w nim kilka interesujących faktów, które jeszcze nie stały się dla nich rzeczywistością. Prawda jest jednak ciężka i bolesna i nie piszę tego dlatego, że chcę kogoś nastraszyć. Studia są ważne i potrzebne. To czas sukcesów przeplatanych z porażkami. Szkoła życia, przez którą często musisz przebrnąć samotnie. Pięć lat walki, z której musisz wyjść zwycięsko.

.
Mit 1. Studia trwają 5 lat

No właśnie niekoniecznie. Nie chcę wspominać tutaj o sześcioletniej medycynie czy podziale studiów na I i II stopnia, ale o fakcie, że jest mnóstwo osób powtarzających niezaliczony rok/semestr. Oczywiście można się spierać, że nie jest to mit i wszystko zależy tutaj od zaangażowania konkretnego studenta w naukę. To prawda, jednak bywają sytuacje, kiedy nie ma innego wyboru jak przerwać czy odłożyć studiowanie na inny moment. Może być to choroba, złośliwy wykładowca czy zwyczajne nieprzekonanie się do tego, co chcemy w życiu robić. To w końcu 5 lat, podczas których bardzo dużo może się wydarzyć.

Na wielu uczelniach istnieją sekwencje przedmiotów, które koniecznie trzeba mieć na uwadze. Przykładowo – nie zaliczając przedmiotu na 1 semestrze, nie możemy uczęszczać na powiązany z nim przedmiot prowadzony na semestrze kolejnym. Bo trzeba mieć udokumentowaną wiedzę z tego zakresu i nie da się tego w żaden sposób obejść. Oczywiście istnieje coś takiego jak warunki, jednak wiąże się to z koniecznością zapłaty za powtarzane przedmioty i narzuca to na nas przymus chodzenia na zajęcia za rok.

.
Mit 2. Studia gwarantują lepszą pracę

Bzdura – to przekonanie jest przestarzałe i można je tylko odnieść do przeszłości, kiedy studentów było ponad 3 razy mniej. Wtedy dyplom miał większe znaczenie ponieważ gwarantował otrzymanie pracy, o którą chcieliśmy się starać. W chwili obecnej konkurencja jest tak ogromna, że czasami dyplom wydaje się zupełnie niepotrzebny. Zgadzam się jednak z tym, że niekiedy potrafi on wiele ułatwić. Nigdy nie wychodźcie z założenia, że „lepsze jakiekolwiek studia niż żadne” – zaraz po studiach jako inżynier budowy zarobiłbym około 2 tysięcy, dobry murarz weźmie na rękę 5 kafli. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich kierunków, ale jednak.

Zamiast tego przed pracodawcą musimy pochwalić się naszymi umiejętnościami, doświadczeniem, kompetencjami i dodatkowymi kwalifikacjami, których nie mają inni. Tylko tym możemy wyróżnić się spośród grona podobnych nam absolwentów starających się o objęcie tej samej posady co my. Poza tym – czasami trzeba też liczyć na szczęście.

.
Mit 3. Wybrany kierunek definiuje naszą karierę

Są kierunki, kiedy zwyczajnie nie mamy wyboru, jak tylko zacząć pracę w zawodzie. Medycyna, stomatologia, prawo, studia aktorskie oraz inne im podobne – tutaj nasza ścieżka jest nakreślona od początku. Wiadomo także, że każdy chciałby robić to, co uzna za stosowne i w pewnym stopniu powiązać to z ukończonym kierunkiem studiów – w końcu po coś się tego uczyliśmy, prawda?

Ja wychodzę z założenia, że uczymy się nieustannie, przez każdą chwilę naszego życia. Poznajemy siebie i dowiadujemy się w międzyczasie co tak naprawdę sprawia nam frajdę w życiu i czym chcielibyśmy się zajmować. Zwyczajnie nie da się powiedzieć tego spontanicznie, po maturze, przy rekrutacji na studia. Jednego dnia możemy uwielbiać przedmioty z zakresu obranego przez nas kierunku studiów, drugiego dnia możemy stwierdzić, że chcemy robić coś zupełnie innego. Rozwijamy się i nasz światopogląd zmienia się wraz z nami. To normalne.

Czasami także nie mamy wyboru. Nasze studia mogą okazać się zupełnie bezużyteczne i nie zagwarantują nam fajnej pracy. Takie jest życie. Nie musisz jednak planować swojej kariery już w liceum/technikum – to wszystko powinno się w tobie rozwinąć z czasem.

.
Mit 4. Studia są bezpłatne

Zdajesz dobrze maturę, więc w zamian za to wybierasz sobie kierunek, któremu chcesz się poświęcić przez 5 następnych lat. Taki bonus za to, że przykładałeś się do nauki w szkole średniej. Wszystko fajnie – nie musisz za to płacić, nie musisz przejmować się tym, że masz jakieś większe obowiązki wobec uczelni. Tylko teoretycznie. Nikt nie pokryje za ciebie kosztów utrzymania, biletów, książek, paliwa czy innych rzeczy. Zostaną przed tobą postawione wymagania, które musisz spełniać, bo inaczej nie utrzymasz się na pierwszym roku.

Na swoim przykładzie: studiując architekturę wielokrotnie miałem do zrobienia plansze obrazujące projektowany przeze mnie budynek. Format B1 (100x70cm), wydruk na papierze fotograficznym w kolorze – sami pomyślcie ile to może kosztować. Ceny przyborów plastycznych takze nie należą do najmniejszych, szczególnie jeśli musisz na zajęcia z rysunku odręcznego przynieść ze sobą 10 rodzajów farb akrylowych po 17 zł każda. Ale przecież studia są bezpłatne. Tylko jeśli nie zrobisz czegoś, o co cię proszą – dostajesz 2.

.
Mit 5. Jakoś się przez to przebrnie

To najgorsze założenie, z jakiego możesz wyjść na początku studiów. To znaczy nikt nie zabroni ci tak myśleć, ale gwarantuję ci, że zmarnujesz wtedy pięć lat swojego życia i przysporzysz sobie niepotrzebnych nerwów na przyszłość.

Możesz robić to na siłę, każdego dnia zaciskać zęby i wytrzymać do wymarzonej obrony pracy magisterskiej/licencjackiej. Po pięciu latach stwierdzisz, że nie było warto i mogłeś zrezygnować już na samym początku. Gwarantuję – nie będziesz chciał się męczyć z tym, czego nie lubisz, przez kolejnych czterdzieści lat.

.
Mit 6. Cząstkowe oceny są ważne

To już zależy od ambicji każdego z osobna. Są firmy, które będą interesować się twoimi ocenami z toku studiów, inne nawet o to nie zapytają – o wiele ciekawsza będzie wydawać się im twoja osoba. W końcu wszystkiego da się nauczyć, więc lepiej dać mądremu człowiekowi wędkę i nauczyć go łowić zamiast ciągle obdarowywać rybami.

Znam osoby, które radziły sobie na studiach o wiele gorzej niż ja – tróje od góry do dołu, czasami gdzieś wskoczyło jakieś 3.5. Finalnie, lepiej poradzili sobie ze stresem i na lepszą ocenę obronili pracę inżynierską, przez co ich końcowa ocena z toku studiów jest identyczna jak moja. Niby na szynach, ale to ciągle ta sama cyfra. Dlatego czasami naciągana czwórka, a czwórka uzyskana bez żadnego problemu, robią dużą różnicę.

.
Mit 7. Studia gwarantują wiedzę tylko z konkretnej dziedziny

To nieprawda. Zwykle każdy kierunek jaki wybieramy jest bardzo rozległy i w trakcie nauki nie skupiamy się wyłącznie na jednym aspekcie. Dlatego ścieżek rozwoju jest dla każdego z nas niesamowicie dużo.

Poza tym, studia przygotowują nas do dorosłego życia, uczą jak radzić sobie samemu z problemami, jak organizować czas, jak wspomagać się aby nie zasnąć w nocy i wstawać wczesnym rankiem. Wyższa edukacja to nie tylko nauka, ale także życiowe doświadczenie.

.
Mit 8. Studia to tylko uczelnia

Nie. W trakcie edukacji uczelnie gwarantują nam mnóstwo dodatkowych atrakcji, z których warto korzystać. Konferencje, kursy, wyjazdy edukacyjne – wszystko to jest w zasięgu ręki. Wystarczy tylko wiedzieć, gdzie szukać i przede wszystkim chcieć. A warto, ponieważ jak wspomniałem wcześniej, często dyplom przestaje się liczyć i kładziony jest nacisk na nasze kwalifikacje. Mamy więc je zagwarantowane, a wystarczy tylko po nie sięgnąć.

.
Mit 9. Uczelnia niczego ci nie utrudni

Musisz zapamiętać jedną bardzo ważną ideę, którą kieruje się bardzo dużo uczelni w całej Polsce.

Uczelnie to przede wszystkim instytucje. A wszystkie instytucje muszą zarabiać forsę. Z tego powodu niejednokrotnie spotkałem się ze stwierdzeniami samych wykładowców, którzy wprost mówili, że przedmiot zaliczy tylko połowa roku, ponieważ pieniądze z naszych warunków sprawią, że wydział zostanie pięknie wyremontowany. Chamskie i dobitne, ale jednak prawdziwe.

Bywały sytuacje, kiedy na egzaminach dostawaliśmy zadania nie do rozwiązania. No, może udawało się to 5 procentom studentów. Dlatego nie ma chyba sensu traktowanie uczelni jako swojego przyjaciela. Żaden dobry znajomy nie chciałby tak utrudnić ci życia i zniszczyć cię od środka.

.
Mit 10. Uczelnia z większą renomą to lepszy wybór

W wielu przypadkach – tak, jednak nie zawsze przy wyborze studiów należy się kierować tylko tym. Zastanówcie się przykładowo czy warto przez pięć następnych lat męczyć się po to, by uzyskać dyplom właśnie tej konkretnej uczelni? Może inna zagwarantuje ci lepsze perspektywy, inne podejście do studenta i ogólnie sprawi, że nie będziesz zniechęcony do nauki?

.
Mit 11. Na studia trzeba iść od razu po maturze

Tysiącom absolwentów rokrocznie nie udaje się dostać na studia – z wyboru lub też dlatego, że zostali odrzuceni. To czasami poważny cios dla ego, ale z drugiej strony to tylko rok życia, podczas trwania którego można robić wiele innych rzeczy. Ten cały ciąg edukacyjny wcale nie musi być zachowany i jeśli tylko ktoś potrzebuje oddechu by po 12 miesiącach kontynuować naukę – proszę bardzo.

Pokuszę się jednak o stwierdzenie, że naprawdę ciężko wrócić na ścieżkę edukacji w chwili, kiedy zaczęło się już pracować.

Kategorie
Blog

Jak stworzyć profesjonalną prezentację?

Wiele osób na każdym szczeblu swojej edukacji boryka się z problemem stworzenia i wygłoszenia dobrej prezentacji, która zainteresuje naszych odbiorców. Jedni mają wrodzone zdolności oratorskie i nie sprawi im to żadnej trudności, z kolei dla innych każde wystąpienie publiczne będzie katorgą i powodem do nerwów.
Niezależnie od tego do której z grup należycie, przeczytajcie ten wpis i uczyńcie waszą prezentację lepszą!

W tej części poruszę temat stworzenia dobrej i poprawnej prezentacji, która przez formę i kompozycję slajdów ma największe szanse na wyróżnienie się wśród innych i przykucie uwagi słuchacza. W drugiej części zajmę się samym wygłaszaniem prezentacji na forum naszej klasy czy grupy.

.

Z prezentacjami mamy do czynienia właściwie od samego początku naszej edukacji. Początkowo są to samodzielne, dłuższe wypowiedzi, które z czasem przekształcają się w pokaz slajdów i nasze spojrzenie na konkretne zagadnienie.

Dobrze wiem, że w gimnazjum i szkole średniej prezentacje są bardzo często szansą na podwyższenie sobie oceny. Na studiach też tak jest (oczywiście czasami, żeby nie było zbyt łatwo). Taki mały bonusik, który sprawia, że poprawiamy nasze niezaliczone sprawdziany jednym publicznym wystąpieniem i poruszeniem wybranego przez nas tematu z danej dziedziny.

Grozi ci zagrożenie z biologii, więc prosisz nauczyciela o możliwość przygotowania prezentacji dotyczącej życia seksualnego jamochłonów i voila – szósteczka murowana.

Na studiach, nie licząc obrony pracy inżynierskiej, prezentacje towarzyszyły mi głównie na zajęciach językowych. Jest to oczywista rzecz – czasami nie ma lepszej możliwości sprawdzenia naszych zdolności posługiwania się obcą mową, jak tylko publiczne wystąpienie przed całą grupą, pokonanie swoich nerwów i powiedzenie tego, co uprzednio przygotowaliśmy.

Mało tego, dziś większość wykładów wygłaszanych przez nauczycieli akademickich to właśnie prezentacje multimedialne przygotowywane w PowerPoincie. I jak tak patrzę na niektóre z nich to nagle staje się jasne, dlaczego studenci tak niechętnie uczestniczą w tej formie zajęć. Sprawa jest bardzo prosta.

.
UKŁAD SLAJDÓW

Prezentacja powinna być przede wszystkim spójna, jak każdy referat. Niezależnie do tego ile będzie trwać, należy trzymać się schematu, który nie miesza odbiorcy w głowie i prowadzi go od samego początku do końca wypowiedzi.

.
Slajd tytułowy

Powinien zawierać tytuł prezentacji oraz imię i nazwisko jej autora. Stanowi on rozpoczęcie waszej przemowy, więc należy zadbać o jego wygląd w pierwszej kolejności.

.
Spis treści

Krótka lista tematów, które chcecie poruszyć w swoim wystąpieniu. Zaznajamia on czytelnika z postępem prezentacji.

.
Slajdy szczegółowe

Tego chyba nie trzeba objaśniać. Są to slajdy bezpośrednio odnoszące się do tego, co przygotowaliście. Pamiętajcie o ich kolejności i zgodności ze spisem treści.

.
Slajd końcowy

W jego ramach powinno zawrzeć się podsumowanie waszej prezentacji. Przyjęło się, że slajd ten powinien zawierać tekst z podziękowaniem za uwagę i możliwością zadawania pytań. Jest potrzebny dlatego, aby nie urywać wystąpienia wraz z ostatnim poruszonym wątkiem.

.
Bibliografia

Czyli coś, o czym bardzo często w prezentacjach się zapomina i na co często inni zwracają uwagę. Na końcu zwykło się umieszczać wszelkie odwołania i odnośniki do tekstów i obrazków, do których nie posiadamy praw autorskich. Można także ominąć ten slajd i umieszczać źródła bezpośrednio przy wykorzystanych materiałach.

.
FORMA PREZENTACJI
Tytuł i treść slajdu

U góry koniecznie zamieść tytuł slajdu o którym aktualnie opowiadasz. Poniżej, w treści – wybór zależy od ciebie. Może to być obrazek powiększony do maksimum lub też zmniejszony i uzupełniony dodatkowym tekstem.

.
Jeden slajd – jeden wątek

Staraj się rozpoczynać i jednocześnie zamykać kwestię w obrębie jednego slajdu. Unikasz wtedy odciągania uwagi słuchacza od wątku, który właśnie omawiasz i tym samym sprawiasz, że prezentacja jest bardziej spójna.

.
Numery slajdów

Dobrym pomysłem jest umieszczenie w którymś z dolnych rogów numeru aktualnie omawianego slajdu (np. 11/35). Pozwala to na bieżące obserwowanie postępu twojej prezentacji i ocenę ile slajdów pozostało do jej zakończenia.

.
Rozdziały

Czasami, w przypadku obszerniejszej tematyki prezentacji, dobrym pomysłem jest podzielenie jej na rozdziały i umieszczenie ich nazw w osobnych slajdach. To pozwoli odbiorcom lepiej skoncentrować się na prezentacji i zorganizować przekazywane treści w dokładniejszym stopniu.

.
KOMPOZYCJA WIZUALNA PREZENTACJI

Zależy nam na dokładnym odbiorze prezentowanych przez nas treści. Tylko dzięki temu czytelnik będzie zainteresowany tym, co mamy do powiedzenia, a jego uwaga nie zostanie odwrócona przez zbędne animacje czy rażące kolory.

.
Jednolitość

Zasada jest prosta – jedna prezentacja, jeden dopasowany do niej styl. Szablon tła, rozmiar i gatunek czcionki powinien być jednakowy w obrębie wszystkich slajdów. To nie kosztuje wiele pracy, a pokazuje konsekwencję i porządek w tym, co właśnie stworzyłeś.

.
Tło

Prezentacja może być pokazywana w różnych warunkach, których zwyczajnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć wcześniej. Dlatego szablon tła powinien być uniwersalny – możliwy do odtworzenia niezależnie od intensywności oświetlenia.

Doradzam więc zwyczajne, białe tło (ewentualnie z półprzezroczystym obrazkiem wtopionym w tę biel). W grę wchodzą tutaj także wszystkie stonowane, niejaskrawe kolory – jasny błękit, jasna zieleń, szarość.

.
Czcionka

Im prostsza czcionka, tym łatwiejszy odbiór. Wszelkie ozdoby, szeryfy i zawijasy sprawiają, że prezentacja staje się zwyczajnie nieczytelna, choć na pewno nabiera jakiegoś klimatu. Tekst powinien jednak przede wszystkim informować – od skupiania na sobie uwagi są inne elementy naszej prezentacji.

Wybierz kontrastujący z tłem kolor czcionki. Użycie podobnej barwy tła i tekstu sprawi, że treść będzie niewidoczna. Kolor czarny wydaje się być najlepszy dla jasnego tła.

Przy tworzeniu prezentacji należy wziąć także pod uwagę odpowiedni rozmiar czcionki – taki, aby tekst był widoczny z końca sali. Absolutnie minimalna wartość, jaką polecam, to 18.

Jeśli chcesz coś uwypuklić, użyj pogrubienia lub podkreślenia (unikaj stosowania ich naprzemiennie). Kapitalizację liter zostaw wyłącznie dla tytułów slajdów.

.
Tekst

Tekst zawsze odciąga uwagę od tego, co mówisz.

Staraj się unikać zamieszczania referatów na slajdach. Najlepsze prezentacje to zdecydowanie takie, które wcale nie posiadają w swoim zakresie tekstu. Prezentując, musisz zobrazować widzowi to co chcesz powiedzieć i przekazać to, czego nie da się zrobić z użyciem słów.

.
Wypunktowane hasła

Całe zdania na prezentacji to coś, co nie spotyka się z przychylnością widzów. Tekst ma być jedynie pomocą dla zobrazowania tego, o czym mówisz, więc do przekazania informacji w zupełności powinny wystarczyć ci wypunktowane, krótkie hasła (w formie równoważników zdań), które ty później rozwiniesz w swojej wypowiedzi.

.
Wizualizacje

Tekst powinno się także zastąpić różnymi wizualizacjami w formie obrazków, grafik, wykresów i tabel. Prezentacja staje się przez to bardziej interesująca i skupia na sobie większą uwagę odbiorcy. Pamiętaj o wysokiej jakości dodawanych materiałów, gdyż nic tak nie razi w oczy jak zlewające się z tłem, nieostre zdjęcie.

.
Efekty dźwiękowe, animacje i jaskrawe kolory

Od tych rzeczy należy trzymać się z daleka. Kiedyś było to bardzo popularne, jednak teraz ucieka się w stronę minimalizmu i ogranicza takowe efekty, gdyż jest to zwyczajnie kiczowate.

Jedyne dopuszczalne dla mnie animacje to jakieś proste efekty przejścia między slajdami lub proste przesunięcia obiektów przy wypunktowanych hasłach.

.
Inny motyw prezentacji

W sieci jest pełno nieużywanych, prostych szablonów, które bez problemu będą odpowiadać twoim gustom i tematyce, jaką chcesz przedstawić. Te wbudowane, domyślne motywy z PowerPointa są ogólnie znane i korzystając z czegoś innego, możesz stać się bardziej oryginalny.

.
Treść prezentacji

Zadbaj o to, aby prezentowane przez ciebie treści były naprawdę unikatowe. Nie pisz o faktach, które nawet tobie wydają się zupełnie nieinteresujące. Zamiast podawania niepotrzebnych definicji, formułek, użyj jakichś ciekawych cytatów i przykładów z życia, aby prezentacja łatwiej zapadła odbiorcom w pamięć.

Dostosowując się do wybranego przez siebie tematu, postaraj się dopasować go idealnie pod swoich odbiorców. Jeśli są to studenci, rób wszystko, aby ich zainteresować – zamieszczaj na slajdach pytania, śmieszne obrazki, ciekawe fakty.

Serio, nikogo nie interesuje w którym roku urodziła się jakaś sławna osoba, ale jeśli zamieścisz w prezentacji jakąś unikalną informację o tym, ile razy się rozwiodła, wzbudzisz jakieś zainteresowanie.

To samo tyczy się zamieszczania na slajdach plików multimedialnych. Pokazanie swoim widzom krótkiego filmu wydaje się być świetną alternatywą i wzbudzi ich ciekawość, bo coś się zacznie dziać.

.

.

W tej części byłoby na tyle. Przy finalizowaniu swojego dzieła, sprawdź jeszcze pisownię (czy aby na pewno nie ma nigdzie literówek) i zadbaj o to, żeby twój plik z prezentacją był kompatybilny z wszystkimi wersjami PowerPointa.

W następnej części zajmiemy się istotniejszą kwestią – czyli samym prezentowaniem przed gronem naszych widzów i słuchaczy.

Kategorie
Blog

Zośka Papużanka – On

Błędem mojego życia był fakt, że nie słyszałem wcześniej o literaturze Zośki Papużanki. Krakowska pisarka zadebiutowała wcześniej jako autorka „Szopki”, przez co otrzymała nominację do Paszportów Polityki 2012 oraz Nagrody Literackiej Nike 2013, wkraczając tym samym na literackie salony. Ja tymczasem nie zacząłem od tej powieści, jednak zainteresowany krakowskimi klimatami oraz realiami PRL-u, sięgnąłem po nowo wydaną książkę „On”.

zoska-papuzanka-on-wydawictwo-znak-2016-03-01-514×800

Lata 70-te ubiegłego stulecia. Na świat przychodzi tytułowy bohater – „On”, czyli Śpik. Rozwój dziecka przypada na nienajlepszy okres w historii Polski, który starszy czytelnicy powinni doskonale pamiętać, a młodsi – znać z opowiadań i relacji rodziców oraz dziadków. Chłopiec ma ojca pracującego w hucie, młodszego brata oraz babcię często robiącą na drutach. Teoretycznie można więc stwierdzić, że to nudna sielanka pozbawiona akcji i momentów zwrotnych w fabule. Jednak ta pozornie prosta historia dostarcza nam tego, co czasami niezbędne w literaturze – emocji.

Odmienność Śpika leży w jego usposobieniu – przez innych uważany jest za odmieńca, niedorozwiniętego i upośledzonego psychicznie. Każdy jest rozczarowany jego zachowaniem, gdyż nie przysparza najbliższym dumy oraz nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Jest ofermą znającą się wyłącznie na rozkładach jazdy krakowskich tramwajów, które są jego największą pasją. W trzech słowach – odbiega od normalności. Ja opisałem to w delikatny sposób, autorka robi to tak:

„usmarkany kretyn bez perspektyw, pryszczaty brzydal skazany na celibat, dureń do kwadratu, mój kochany synek z tłustymi włosami, wielkimi łapami, które niczego nie potrafią zrobić, tylko gubią i psują”.

Oprócz tytułowego bohatera, ważna jest także jego matka. Kobieta wydaje się być pogodzona z losem, choć nieustannie musi zmagać się z obojętnością własnego męża, narzekaniem nauczycieli oraz reakcją otoczenia na własne dziecko. Jest osaczona ze wszystkich stron, a jednak potrafi sobie dać ze wszystkim radę. Najwspanialsze w tym jest to, że ciągle przekonuje siebie oraz innych, że Śpik jest najwspanialszy na świecie. Autorka buduje w swojej powieści fenomenalny obraz matczynej miłości: czasami toksycznej i beznadziejnej, ale jednak świadczącej o największym uczuciu, jakim tylko można obdarzyć drugą osobę. Tworzy opis bezwarunkowego i bezwzględnego oddania synowi, bez uwzględnienia ciągłych przeciwności losu.

„On”, oprócz opisu relacji matki z dzieckiem, to także doskonała relacja z czasów peerelowskich, których nie było mi dane doświadczyć. Choć nie znam programów Pana Sumińskiego i płynu lugola, to jednak podczas czytania byłem w stanie przenieść się na jedno z krakowskich osiedli z wielkiej płyty i wczuć się w akcję. Lepsza więc taka nauka historii, niż żadna.

Stylistyka powieści jest naprawdę oryginalna i idealnie dopasowana do prezentowanej treści utworu. Trzecioosobowa narracja, ciągłe gry językowe, powtórzenia i niedopowiedzenia z jednej strony mogą sprawiać trudność, zaś z drugiej nadają więcej charakteru i odchodzą od schematów, jakie znałem dotychczas.

.

Powieść „On” Zośki Papużanki mogę z całą stanowczością nazwać nietuzinkową i niezwykle klimatyczną opowieścią o prawdziwej, bezwarunkowej miłości połączonej z rozczarowaniem, wstydem i presją otoczenia. Książka jest sentymentalnym powrotem do szkoły podstawowej z lat 80-tych, obnażającym głupotę i trzymanie się schematów występujących w tamtym okresie.

Kategorie
Blog

Murzyn zrobił swoje, murzyn musi odejść

Wszystkich z nas spotykają czasami sytuacje, których wolelibyśmy za wszelką cenę uniknąć. Dobrze wiecie co mam na myśli: może być to nieszczęśliwy wypadek, rozstanie się z ukochaną osobą, niezdany egzamin na prawo jazdy, niezliczony sprawdzian skutkujący koniecznością powtarzania roku – jednym słowem wszystko, czego nigdy nie chcielibyśmy doświadczyć. W moim przypadku jest to niedawna utrata pracy bez podania jakiejkolwiek przyczyny i uzasadnienia. Bo ktoś musiał odwalić czarną robotę i zarobić na firmę – pech chciał, że tą osobą byłem ja.

.
Zacznę sobie pracować, to będzie fajne

Zostało mi kilka miesięcy do zakończenia studiów. Zajęcia na uczelni ograniczają się do jednej wizyty w budzie tygodniowo więc pomyślałem, że świetnym pomysłem byłoby zdobycie nieco doświadczenia i załapanie się gdzieś do pracy. Wiecie, żeby po obronie pracy magisterskiej ruszać na podbój rynku z jakąś praktyczną wiedzą. Inną od tej, którą zdobyłem w toku studiów.

Złożyłem CV do jednego z krakowskich biur architektonicznych, zostałem zaproszony na krótką rozmowę, od następnego dnia zacząłem pracę. Szybko, łatwo i bezboleśnie – jednym słowem: sukces. Ustaliliśmy z pracodawcą, że będę zatrudniony na umowę zlecenie (bo jestem jeszcze studentem) i szczerze powiedziawszy – bardzo mi to odpowiadało. Doszliśmy do porozumienia, że poniedziałki będę miał wolne ze względu na zajęcia, w których muszę uczestniczyć.

I tak minęły dwa miesiące pracy. 320 godzin spędzonych przed komputerem i na spotkaniach z inwestorami.

.
Ambitny, kompetentny i myślący

Tymi trzema przymiotnikami zostałem określony 4 kwietnia. Udało mi się objąć i sfinalizować projekt, który miał przynieść firmie około 150 tysięcy złotych zysku. Cały czas robiłem to, co do mnie należało, terminowo, nikt nigdy nie miał mi nic do zarzucenia i szefostwo było bardzo zadowolone z mojej pracy.

Wiecie o co chodzi: można pracować i pracować. Nie chodzi tu o odbębnienie tych ośmiu godzin i ciągłe zerkanie na zegarek, ale o danie czegoś więcej od siebie. Pokazanie, że na czymś ci zależy, bo w końcu trafiłeś na pracę, która daje ci niesamowitą satysfakcję i radość. W końcu po to się uczyłeś – od zawsze chciałeś to robić.

5 kwietnia podziękowano mi za pracę i odesłano do domu. Moja reakcja? Cóż, zapewne wyglądałem mniej więcej tak:

tumblr_n56pkiG9ci1qe5ljgo4_r1_500

.
Firma ma dużo wydatków

Powyższe zdanie to największa ściema, jaką usłyszałem od dobrych kilku lat (nie licząc oczywiście zamachu na polskiego Tupolewa). Leżąca przed szefem umowa na którą zapracowałem własnymi umiejętnościami, jedynie o tym przypominała.

– Panie Bartku, niestety musimy podziękować Panu za współpracę. Firma ma za dużo wydatków i niestety zostawiamy w pracy tylko starą kadrę.
– Rozumiem. Dziękuję. (w myślach: że co?!)
– Ale może Pan jeszcze zostać dziś i poprawić tych kilka rzeczy, o których inwestorzy mówili na ostatnim spotkaniu. Wiele by nam to ułatwiło. Oczywiście zapłacimy za to.
– To już jest bezczelność z Pana strony.

I to by było na tyle. Zero jakichkolwiek emocji, czysty biznes. Początkowa radość i poczucie spełnienia zostało przekute w żal i smutek. Takie jest życie.

giphy
Doświadczenie

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie przejąłem się tym zbytnio, ponieważ wiem jak jest i wierzę w siebie. Jeśli nie ta praca, to inna – nie ma sensu się tym martwić; lepiej w takiej chwili zacząć zastanawiać się nad dalszymi możliwościami rozwoju.

Zarobiłem trochę pieniążków. Nie to było najważniejsze, ale przynajmniej nie byłem na tyle głupi by ruszyć do pracy bez wcześniejszego podpisywania umowy – wtedy mogłoby się to skończyć o wiele gorzej.
Nabrałem trochę wprawy w pracy w biurze. Dowiedziałem się jak to wszystko funkcjonuje, na co zwracać uwagę i jak sobie radzić w pracy.
Najważniejszą rzeczą jest jednak fakt, że taka życiowa porażka zmusza cię do myślenia nad swoją wartością. Uczysz się jakich błędów nie popełniać w przyszłości, od jakich ludzi trzymać się z daleka i o co pytać przed rozpoczęciem pracy.

.
Porażka

To przykre, że w biznesie tak naprawdę się nie liczysz. W oczach swojego pracodawcy byłem częścią dokładnie obmyślonego planu, który miał przynieść korzyści tylko dla jednej ze stron. Szkoda tylko, że nie zostałem wcześniej poinformowany o tym, że jestem potrzebny do wykonania tej jednej rzeczy i chwilę później się rozstaniemy. Nie miałbym wtedy nikomu nic do zarzucenia, a po prostu wiedziałbym, na czym stoję.

Nawet multisporta nie dostałem.

Nie ja pierwszy i nie ostatni – zapewne wiele osób napotkało w swoim życiu na podobny problem i wyszło z niego obronną ręką. Nie chodzi tutaj o kasę, ale o coś zupełnie innego. O zwyczajną ludzką przyzwoitość. Nie jesteśmy robotami poświęcającymi się w stu procentach pracy na rzecz jakiegoś typa, który okazał się Januszem Biznesu i chce się za młodu dorobić.

Całe szczęście, że trafiło na mnie – murzyna, który wyjdzie nawet z najgłębszego bagna i będzie przy tym pachniał perfumami. Ale tacy ludzie powinni mieć na uwadze fakt, że inne osoby mogłyby inaczej zareagować na fakt zwolnienia bez powodu.

Ale takie jest życie i nic z tym nie zrobimy.

Kategorie
Blog

Boże, chroń nasze kobiety

Część z was mogła już o tym zapomnieć. Wszystkie media miały niedawno swoje pięć minut, a teraz sprawa została częściowo zamieciona pod dywan. Każdy z nas ma swoją opinię na temat projektu ustawy całkowicie delegalizującej aborcję – jedni byli skorzy się nią podzielić z innymi, drudzy zachowali te poglądy tylko dla siebie. Możesz być mężczyzną, kobietą, katolikiem, homoseksualistą, prawnikiem czy kasjerką – nie ma to najmniejszego znaczenia. Jesteś przede wszystkim człowiekiem rozumnym, a ta sprawa może dotknąć każdego z nas. Bo inaczej czeka nas powrót do średniowiecza oraz całkowitego zmarginalizowania kobiet; zrobienia z nich maszynek do rodzenia dzieci.

Chcesz tego? A gdzie twoje miłosierdzie?

.

Na wstępie ostrzegam, że artykuł może nie być bardzo kulturalny. Jeśli urażę czyjeś uczucia i przekonania – przepraszam, ale moje mogą być zupełnie inne i mam prawo do ich wyrażania. A w tej chwili nie liczy się to, czy za swoje poglądy zostanę oszkalowany i zrównany z błotem. Są ważniejsze rzeczy niż nieposzlakowana opinia. Prawa kobiet i ich wolność do decydowania o własnym losie.

.
Skutki politycznych decyzji

Praktycznie nigdy nie angażowałem się w politykę. Zawsze tłumaczyłem się tym, że sprawy omawiane przez przedstawicieli rządu nie dotyczą mnie bezpośrednio i choćbym bardzo chciał, nigdy niczego nie zmienię. Zapewne miliony osób znajduje się w tej samej sytuacji co ja – ich irytacja na sprawy w państwie sięga zenitu, jednakże dopada ich poczucie bezradności, z którym niewiele mogą zrobić. Bo to oni dyktują warunki. I to oni chcą decydować o tym, co dzisiaj zjesz, do jakiego przedszkola poślesz swoje dziecko i jakie książki będzie musiało czytać w trakcie swojej edukacji.

Rozumiesz to? Garstka stetryczałych dziadków w garniturach pragnie ingerować w twoją wolność na tyle, byś ty nie mógł z tym nic zrobić. Ponieważ ma do tego pełne prawo – dzięki tobie lub innemu z twoich rodaków. Nie wiedzą o tobie nic, spychają cię roli członka stada, nie pytając o to, czy tego chcesz czy nie. Jesteś porównany do ogółu, choć twoje spojrzenie na świat może być zupełnie inne.

Chcesz, by twoje dziecko było wychowywane przez nieznajomych panów w krawatach? Ja też nie. Nie masz jak zaprotestować. Inni, którzy tego chcieli, już dawno podjęli decyzję za ciebie. Bo lubią być kierowani i odsuwani od myślenia. Bo idą na łatwiznę.

.
Nikt nie może decydować za ciebie

Nie wypowiadałbym się, gdyby ta sprawa dotknęła mnie bezpośrednio. Jestem w stanie znieść wszystko co powiedzą na mój temat, jednak reaguję w chwili gdy komuś może stać się krzywda. Nie dlatego, że tak uczono mnie na katechezie, ale dlatego, że tak zostałem wychowany. I wiara nie ma tu nic do rzeczy.

Ustawa ta może dotknąć wszystkich kobiet. Pani Krysi ze spożywczaka, baletnicy Justyny i twojej sąsiadki z mieszkania obok.

Jakby ktoś jeszcze myślał, że ziemia jest płaska i ma kilka tysięcy lat, chciałbym powiedzieć, że jest inaczej. To samo tyczy się kobiet – ciąża nie zawsze jest wynikiem miłości dwójki ludzi i nie zawsze każdy poród się udaje. Każda z nich powinna mieć prawo decydować o tym, co dla niej najlepsze i to postanowienie powinno zależeć tylko i wyłącznie od niej. Nie chciałbym, aby jakaś osiemdziesięcioletnia babcia mająca trójkę dzieci i siedmioro wnucząt mówiła im, czy mają rodzić, czy też nie. Bo nigdy nie znajdzie się w takiej sytuacji jak te, których życie nie rozpieszczało.

Mało tego – nawet ja, żaden polityk, ksiądz czy każda inna osoba nie ma prawa mówić im, co mają robić. To, co dotyczy bezpośrednio każdej z kobiet, powinno pozostawać tylko i wyłącznie ich decyzją.

Jeśli myślisz inaczej, wracaj do grabienia osad i polowania na jelenie.

tumblr_louqj5ibcC1qk48q1o1_500
Zabójstwo prenatalne

Nie jestem zwolennikiem aborcji. Nigdy nie zmuszałbym do jej przeprowadzenia kogoś, na kim mi zależy. Szczególnie w chwili, gdyby ciąża była wynikiem przypadku – za swoje błędy się płaci i nic nie uczy nas tak dobrze, jak właśnie potknięcia. Ale skutki tych pomyłek powinno się wziąć na klatę i wiedzieć jak ich w przyszłości uniknąć.

Życie ludzkie ma nagle zaczynać się z chwilą zapłodnienia. Bo tak sobie ustalili jacyś ludzie i już. Co z tego, że zawsze było inaczej. Co z tego, że uderza to bezpośrednio w zdrowie oraz życie naszych kobiet. Tak ma być.

„Dzieckiem poczętym jest człowiek w prenatalnym okresie rozwoju, od chwili połączenia się żeńskiej i męskiej komórki rozrodczej.”

Dobra, kobieta dostaje więc karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat za zabójstwo prenatalne. Może to także dotyczyć lekarza oraz każdej innej osoby, która w tym pomogła. Co ciekawe, nawet za nieumyślne popełnienie przestępstwa wymienionego wyżej, ma grozić kara więzienia do 3 lat. Czyli każda kobieta w ciąży staje się potencjalnym mordercą mogącym otrzymać wyrok za utratę dziecka w wyniku swojego nieroztropnego zachowania.

Jakby do cholery utrata dziecka nie była wystarczającą karą. Czy wy macie w sobie odrobinę człowieczeństwa chcąc prześladować wszystkie kobiety, które poronią?

.
Skutki

1. Gwałt

W Polsce rocznie notuje się około 2000 gwałtów. Tych niezgłaszanych jest oczywiście dużo więcej – nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć co czuje zgwałcona kobieta; nie wspominam także o gwałtach w małżeństwie (tak, takie też się zdarzają!). Ile z nich kończy się niechcianą ciążą – nie wiem, ale raczej dużo.

Co w takim wypadku ma zrobić kobieta? Zgłaszać to na policję, ryzykując tym samym ujawnienie faktu, że jest w ciąży? Czy nie lepiej wtedy byłoby dokonać aborcji za granicą zamiast stawiać na sobie przymus urodzenia niechcianego dziecka? Bo taka konieczność niewątpliwie będzie – to tak jakbym poszedł na policję w chwili, kiedy chciałbym kogoś zamordować.

2. Poronienia

W chwili zapłodnienia kobieta stanie się tykającą bombą. Poronieniem kończy się 10-15% ciąż, zdarzają się także martwe urodzenia. Więc automatycznie gdy kobieta utraci dziecko, z miejsca dostaje sprawę karną. Tak, żeby dobić leżącego. Czy skończy się to wyrokiem – nie wiem, jednak sam proces dogłębnego analizowania dowodów może kobietę zwyczajnie wykończyć.

Mogła zjeść coś nieodpowiedniego, za mało spać i za dużo czasu poświęcać pracy, mogła zachorować na anginę, mogła niefortunnie stanąć i upaść na ziemię.

Kogo to obchodzi. Trzeba drążyć temat, czy aby na pewno nie jesteś morderczynią.

3. Zdeformowane, chore dziecko

Takie dzieci też przychodzą na świat. Nie będę tutaj zamieszczał zdjęć przedstawiających te małe istotki – możecie sobie w tym celu użyć wyszukiwarki. Wyobrażacie sobie fakt, że przez każdą sekundę waszego – maksymalnie dwudziestoletniego – życia, jesteście otoczeni bólem i cierpieniem? Ja też nie.

4. Płód zagrażający życiu matki

Czyli coś, co mnie jako faceta dotyczy najbardziej. Teoretycznie projekt nie zakłada tego bezpośrednio (sąd może odstąpić od wymierzenia kary dla matki), ale kto wie, co wymyślą w przyszłości. Rzeczą, na jaką żaden mężczyzna i żaden cywilizowany człowiek nie powinien zgodzić się w obecnych czasach jest poświęcenie. Śmierć za życie.

Macie sytuację, w której musicie wybierać. Dowiadujecie się we wczesnym stadium ciąży, że płód zagraża życiu kobiety i jego rozwój może doprowadzić do jej śmierci. Może to dotyczyć także samego porodu, ale jest to już kwestia własnego sumienia. Wróć… Sumienia?!

Czy ktoś, kto poświęca życie lub zdrowie swojej ukochanej kobiety dla kogoś innego ma jeszcze jakieś sumienie? Czy mężczyzna, który nie reaguje w chwili kiedy życie jego żony/narzeczonej/dziewczyny jest zagrożone i może w jakiś sposób temu zaradzić, może dalej zwać się mężczyzną? Cel jest szlachetny, ale skutek marny.

To nie jest poświęcenie, to barbarzyństwo.

Barbarzyństwo rodem ze średniowiecza, kiedy koniecznością było przedłużenie rodu za wszelką cenę. Nie żyjemy w dwunastym wieku, niekonieczne jest wydanie na świat męskiego potomka kosztem życia kobiety, która wówczas była zepchnięta na margines. Nie wracajmy do tamtych czasów i nie bądźmy gnidami zabraniającymi kobietom myśleć i decydować o tym, co dla nich dobre.

.

Żadne podsumowanie nie będzie satysfakcjonujące. Ten temat to studia bez dna, a całkowita delegalizacja aborcji przyniesie jeszcze więcej negatywów niż te, o których wspomniałem. Każde morderstwo to brutalny czyn, godny największego potępienia, ale usprawiedliwiony słusznymi pobudkami przestaje być zabójstwem, a działaniem w obronie własnej.

Nie wypowiadajmy się więc za siebie, nie spoglądajmy na to z własnej perspektywy, umotywowanej jedynymi słusznymi dla nas prawdami. Postawmy się najpierw w sytuacji kobiet. Osób, dla których ta ustawa może być realnym zagrożeniem, przynoszącym jedynie cierpienie i nieustanną troskę o własną wolność i życie.
aborcjadzieckokobietazwiązki
26 komentarzy 0
Sprawdź także
sweat
Dlaczego się pocę?
6 grudnia 2015
samotny
20 oznak bycia singlem
3 grudnia 2015
faceci
Typy mężczyzn, z jakimi nie warto się umawiać
17 grudnia 2015
kalesony
Czy warto nosić kalesony?
5 stycznia 2016
randka
Błędy, przez które mężczyzna nie umówi się na kolejną randkę
18 stycznia 2016
222
Dlaczego mężczyźni nie słuchają kobiet?
26 listopada 2015
jakcieszycsie
Jak cieszyć się posiłkiem spożywanym w samotności?
13 listopada 2015
media2
Jak manipulują nami media?
21 listopada 2015
leniwi
Świąteczne lenistwo
30 grudnia 2015

Ola

Do jakiego Boga odwołujesz się w tytule wpisu? Czyżby tego który mówi: ,,Nie zabijaj”?
Uważam, że wpis nie jest na odpowiednim poziomie. Nie tylko występuje niezgodność tytułu z całością, ale też autor obraża osoby o innym poglądzie niż własny. Jestem kobietą, nie mam zamiaru grabić osad ani polować na jelenie, a jednak nie zgadzam się z Tobą w każdej kwestii.
Nie pasuje mi też treść obrazka i podpis. Kobieta – jej ciało jej wybór. A ja tam widzę dwa ciała – kobiety i dziecka.
Nie rozumiem też, kiedy Twoim zdaniem dziecko staje się człowiekiem, jeśli nie w momencie poczęcia? Być może w momencie porodu? Dziwne, bo na usg wygląda zaskakująco podobnie, nawet serce bije i mózg się rozwija.. Albo w pewnym momencie ciąży? Ma jedną rączkę to jeszcze ,,zlepek komórek” a dwie rączki i nóżki to już dziecko?
Mężczyzna nie może dopuścić do tego by kobieta oddała życie za dziecko. Twoje zdanie. A co jeśli kobieta ma odmienne? Nigdy nie będzie to sytuacja jasna i czarno-biała. Polecam poczytać o takich przypadkach, np Joanna Beretta Molla – być może dadzą spojrzenie z nieco innej perspektywy.
Choroba dziecka czy przypadek gwałtu to bardzo ciężkie, skomplikowane kwestie. Nie rozwiążesz ich jednym postem. Pomyśl też o cierpieniu psychicznym kobiety, która najpierw została bardzo mocno skrzywdzona, a później sama zabiła istotę żywą(winną temu?), odbierając jej przyszłość. Myślisz, że o tym się tak po prostu zapomina i jest się szczęśliwym?
Znam również dzieci chore, np. na zespół Downa, które są niesamowitą radością dla rodziców i całego otoczenia – przy włożonej miłości, opiece i cierpliwości.
A czy doradziłbyś kobiecie w ciąży, mającą 7 dzieci, w tym 3 głuchoniemych i 2 niedowidzących aborcję? Zabiłbyś Beethovena. (niepotwierdzone info z internetu, aczkolwiek wiele znanych, zdolnych osób było bardzo bliskie braku możliwości przyjścia na świat.
Przypominam o oknach życia, możliwości oddania do adopcji itp.
Na koniec zaznaczę, że każdy, kto broni zabijania dzieci nienarodzonych, sam już się urodził 😉
Pozdrawiam i polecam czytać wiele różnych źródeł, nawet takich, z którymi się nie zgodzisz, przed pisaniem postów, szczególnie na tak ważne i trudne tematy. I nieocenianie innych z powodu innych poglądów.
Iulius Caesar

Nie, nie, nie. Nie jestem fanem tej ustawy, ale:
Art. 152 §5. jeśli sprawcą śmierci dziecka poczętego jest MATKA, to sąd może złagodzić lub odstąpić od kary.
§ 6. jeśli matka działa nieumyślnie nie podlega odpowiedzialności.
Idiotyzmem byłoby wsadzanie kobiet do więzienia za taki czyn, skoro np. zabójstwo po porodzie własnego dziecka w wyniku „szoku” jest karane tylko 3 latami.
Poza tym, nie jest tak, ze przy każdym poronieniu jest sprawa karna. Po porstu prokutator będzie badał, czy nie doszło do przestępstwa. Ale to nie znaczy ze zaraz postawi zarzuty. Nie manipulujcie.
Irek „blurppp” Wis

Czy ktoś z was wyobraża sobie ustawowy zakaz palenia i spożywania alkoholu w Polsce ? Przecież to świadome zabijanie samego siebie, a jednak po doświadczeniu amerykańskiej prohibicji nikt już takich rozwiązań nie proponuje. Kto chce pali, kto nie chce nie pali. I to pomimo faktu , że zsumowana ilość zgonów wynikających z chorób będących skutkiem nadużywania fajek i wódy znacznie przekracza ilość istnień straconych w aborcji.
Identycznie powinno z przerywaniem ciąży, niech każdy decyduje we własnym sumieniu, a już facetom, zwłaszcza kawalerom w czarnych sukienkach od tego ręce precz.
Bartek | bardzokulturalnie.pl

Racja. To kobiety i tylko one powinny decydować o tym, co z tym zrobić aczkolwiek według mnie z wyłączeniem „ciąży z przypadku”.
Martyna Jerks

Takie przemyślenia mi przychodzą do głowy:
Według treści projektu ustawy- matka,która spowoduje nieumyślnie śmierć własnego dziecka (poczętego) – nie podlega karze, tak więc nikt nie będzie wsadzał tych kobiet do więzienia.
Moment rozpoczęcia życia ludzkiego rozpoczyna się w chwili zapłodnienia – to jest fakt naukowy, potwierdzany przez embriologów i innych naukowców np. przez profesora Romualda Dębskiego,który – nawiasem mówiąc – jest zwolennikiem aborcji.
Gwałty to oczywiście ogromna tragedia dla kobiet, jednak liczba poczętych dzieci w wyniku tych przestępstw jest znikoma , statycznie są to dwie ciąże rocznie. Oczywiście nie wszystkie gwałty nie są zgłaszane, jednak nadal są to przypadki marginalne.
Zdeformowane, chore dzieci czyli np. takie bez głowy przeżywają najczęściej jedną dobę – do sześciu. Natomiast gdyby sztucznie podtrzymywać im życie to żyłyby kilka miesięcy, ale nadal nie jest to 20 lat.
Płód zagrażający życiu matki – pomyślałam,że równie dobrze można powiedzieć: matka zagrażająca życiu płodu, bo chce się go pozbyć. Wracając do treści projektu ustawy – nie zabrania ona leczenia, czyli w przypadku ciąży pozamacicznej czy nowotworu matki, leczenie często skutkujące śmiercią dziecka, jest dozwolone. Tak więc zdrowie czy życie kobiety nie będzie również poświęcane dla dziecka, bez jej woli.
No i chciałam też zaznaczyć,że jest to projekt obywatelski, więc politycy nagle sobie czegoś sami nie wymyślili.
Mam nadzieję,że mój komentarz nie brzmi jak wymądrzanie się. Akurat ja się interesuję i jestem w temacie 😉
Bartek | bardzokulturalnie.pl

Hej Martyna! Dzięki za obszerną wypowiedź!
Zgadza się, sąd w przypadku matki może odstąpić od wymierzenia kary, ale ja rozumiem to tak, że w takiej chwili kobieta będzie zwyczajnie podejrzana o popełnienie przestępstwa i tak też traktowana przez organy ścigania. Wszystko może zakończyć się dobrze i pewnie tak będzie, jednak po co dodatkowo nakładać na nie takie brzemię? Jak w ogóle to monitorować? Każda ciąża w kraju będzie wpisywana do Publicznego Rejestru Przyszłych Matek? Lekarze ginekolodzy będą zobowiązani do wysyłania sprawozdań na ten temat?
Naukowcy mogą tak twierdzić, chociaż ja uważam, że tak nie jest. Znaleźliby się również tacy, którzy twierdziliby odwrotnie. Kwestia interpretacji.
Dwie ciąże rocznie – a to ci dopiero! Nie mogłem znaleźć konkretnych badań na ten temat, gdyż pewnie nie da się tego jednoznacznie określić. Ale możesz podzielić się źródłem, jeśli chcesz. 🙂
Politycy sobie tego nie wymyślili, ale tak czy siak – to od nich będzie zależeć to, czy trzeba będzie się do tego wszystkiego podporządkować.
Chilli

Ciąż podobno faktycznie jest niewiele. Ale głównie dlatego, że w przypadku zgłaszanych gwałtów kobieta może dostać preperat działający na zasadzie „pigułki dzień po”. Także po prostu często nie dochodzi do zapłodnienia dzięki środkom farmakologicznym.
Bartek | bardzokulturalnie.pl

A to już też aborcja! Tyle, że niezgłoszona.
Chociaż pewnie dostęp do pigułek „dzień po” również będzie stale monitorowany i zgłaszany.
Irek „blurppp” Wis

Pigułka „dzień po” zapobiega zapłodnieniu m(dokładniej zagnieżdżeniu sie plemnika czyli de facto nie ma jeszcze wymieszanego materiału genetycznego czyli nie ma nowego życia. To trochę tak jak obcięcie paznokcia. ( przy całej przaśności porównania) . To nie ma nic wspólnego z aborcją. Nie wolno tabletki dzień po mylić ze środkami wczesnoporonnymi
Bartek | bardzokulturalnie.pl

Albo wyrwanie kleszcza, jak zwał tak zwał. Ale to całe gadanie o tym w zakresie jakiejś mikrobiologii jest po prostu przerażające.
Martyna Jerks

Postaram się znaleźć to źródło,jak znajdę troszkę czasu. Co do podejrzewania matek to przecież śmierć ( w tym również dziecka poczętego) nie równa się: przestępstwo. To znaczy,że w uzasadnionych przypadkach będzie wszczynane śledztwo. Poronienia zdarzają się najczęściej w I trymestrze, w domu, często kobieta nie zdążyła nawet pójść jeszcze do lekarza,aby prowadził jej ciążę. Mało kto w jej otoczeniu w ogóle wie wtedy o takim zdarzeniu.
Twoim zdaniem kiedy zaczyna się człowiek? Myślę,że kwestią interpretacji jest to,czy płód jest godny życia, a nie czy jest człowiekiem.
Ja tam się cieszę,że politycy nie olewają obywateli i działań przez nich podejmowanych. A taka ignorancja już niestety się zdarzała, a konsekwencje ponosimy dzisiaj.
Calineczka Zu

A kto ma decydować czy przypadek jest „uzasadniony”? Gorliwy polityczny prokurator?
Tak a’propos medycyny – śmierć człowieka to moment, w którym przestaje pracować jego mózg. Proszę więc powiedziec, jak mozna nazywac człowiekiem coś, co w ogóle mózgu nie ma i nigdy nie miało. Gwałty – znikoma, to jest część gwałtów zgłaszanych na policję. Tajemnicą poliszynela jest, że dochodzenie sprawiedliwości po gwałcie to droga przez mękę dla zgwałconej a gwałciciel zwykle i tak dostaje zawiasy.
Polki wykonują co najmniej 150 tys aborcji rocznie. Dywagowanie czy zabraniać aborcji i w jakiej skali nie ma nic wspólnego z moralnością, etyką czy racjonalnością. To tak naprawdę decydowanie, ile kobiet ma stracić zdrowie lub życie wskutek pokątnych, niefachowo przeprowadzonych aborcji i ile jeszcze noworodków zostanie wpakowanych do beczek po kapuście. Kobiety robiły, robią i będą robić aborcję. Jesli ktoś nie chce dziecka to żaden zakaz go nie powstrzyma. Takie są fakty.
Zdeformowane dziecko, którym zresztą opiekował sie profesor Dębski konało z bólu przez 10 dni na coraz większych dawkach morfiny. Powiedziała to jego matka.
Kiedyś chrześcijańscy rycerze mięli sztylet zwany mizerykordią (łac. miłosierdzie) którym dobijali śmiertelnie rannych po bitwie. Dla tej nieszczęsnej istoty z gnijącym mózgiem i gałka oczną zwisająca na kilku nerwach nie było miłosierdzia.
Na koniec – w projekcie ustawy jest mowa o ratowaniu życia matki w przypadku bezpośredniego zagrożenia tego życia. Kiedy to bezpośrednie zagrożenie sie pojawia, wtedy często jest juz za późno. Przypadek z Irlandii:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,12858237,Irlandia__31_latka_zmarla__bo_odmowiono_jej_aborcji_.html
Polka, Agata Lamczak także zmarła wskutek zaniechania leczenia, które zagrażało płodowi.
xBEZIMIENNx

„jak można nazwać człowiekiem coś co nigdy mózgu nie miało”

Z punktu widzenia prawa: nasciturusa (czyli poczętego) traktuje się jako dziecko żywe i narodzone o ile chodzi o jego korzyść. Zatem można. Pozwól zatem że wyjdę troszkę do przodu w takim rozumowaniu: Czy zatem można pozbawić życia noworodka? Przecież jest on zależny od innych ludzi, jest to samoistny byt uzależniony w swym funkcjonowaniu od innych. Tak samo jest w przypadku dziecka w okresie prenatalnym jest ono w swym funkcjonowaniu zależne od matki.

Jesteś zapewne dorosłą osobą i wszystko dookoła Ciebie dzieje się bardzo szybko. Przypomnij sobie co robiłaś 6 miesięcy temu i jak szybko minął ten czas. W przypadku takiego płodu rozwój następuje w 9 miesięcy. Czy to naprawdę tak dużo?
Calineczka Zu

Ale co własciwie chcesz powiedzieć? Prawo stanowią ludzie. W Polsce ludzie po poronieniach nie maja prawa do zasiłku pogrzebowego ani urlopu macierzyńskiego (jaki maja kobiety których dziecko zmarło tuż po porodzie), nawet księża często odmawiają pochówku płodom, więc nasze prawo nie traktuje „poczętego” jak człowieka.
Noworodek ma funkcjonujący mózg, zarodek – nie. Jeśli by iść dalej w Twoim rozumowaniu, to współżyjące z męzczyznami kobiety powinny miec obowiązek robienia pochówku wszystkim miesięcznym wydzielinom, ponieważ 30-50% zarodków nie implantuje sie w macicy i spada z krwią miesięczną. Trudno policzyć ile „dzieci poczętych” ląduje w kanalizacji i na śmietnikach. Jakoś ten fakt nie przeszkadza obrońcom „życia poczętego”.
Ogromna ilośc ludzi na świecie jest zależna od innych, ale nie ma to związku z argumentem o posiadaniu mózgu.
Co miałaś/eś na myśli pisząc o szybko mijającym czasie – nie rozumem.
ioreth

„Praktycznie nigdy nie angażowałem się w politykę.” – a, czyli nie chodzisz na wybory? 😉
„W chwili zapłodnienia kobieta stanie się tykającą bombą.” – nie rozumiem tego zdania, możesz je wyjaśnić?
Bartek | bardzokulturalnie.pl

Zawsze chodzę na wybory, ale później za każdym razie pozostaje niesmak, że źle zagłosowałem. Nie jestem wyborcą biernym, ale po prostu nieczęsto wypowiadam się na tematy związane z polityką, tłumacząc się beznadziejnie tym, że nie mam na to wpływu.
W tym zdaniu chodziło mi o to, że życie kobiety w chwili zapłodnienia może się drastycznie zmienić, odwróćić o 180 stopni. Zamiast cieszyć się z tego, że spodziewa się dziecka, może jedynie myśleć o tym, czy nie przydarzy się nic złego i czy przypadkiem nie poroni. Będzie chodzącym kłębkiem nerwów.
Kinga

To nie jest do końca tak jak piszesz.
Zaznaczam, że jestem oburzona zmianą w ustawie bo trzy powody – gwałt, bezpośrednie zagrożenie życia lub dziecko, które nie ma szans na przeżycie lub nie żyje już w brzuchu matki – uważam za zasadne. Zaostrzenia trącają mi brakiem wiary w rozum kobiety. Ale ja nie o tym.
Ogólnie uważam, że zmiana jest ryzykowna i nie do końca wiem co przyniesie – ale.
Zapomniałeś przytoczyć artykuł, który wspomina, że wyłączona z tych oskarżeń jest/może być matka – czyli z więzienia itp.
Druga kwestia – czy nie oznacza to także, że jeśli ktoś skrzywdzi dziecko, które rozwija się w moim brzuchu, zostanie on sądzony jako zabójca?
Zdaje się, że obecnie nie tak to funkcjonuje i dostaje sie jakieś śmieszne kary.

Nie jestem pozbawiona rozumu, nie chcę żeby jakaś banda decydowała o i tak ciężkich decyzjach a tym bardziej nigdy nie chcę takich podejmować. Szkoda, że nie przyznaje się mandatu mądrości matkom, które noszą w sobie dziecko i dla których jest ono całym światem.
Bartek | bardzokulturalnie.pl

Racja, wobec matki sąd może zastosować złagodzenie kary lub odstąpić od jej wymierzenia.
Ale gnębi mnie tutaj nie to, czy matka będzie winna, czy też nie i samo to dowodzenie prawdy, ale coś zupełnie innego. Fakt wszczynania niepotrzebnego śledztwa „z urzędu” wobec kobiet, którym się nie udało.
Sądy pewnie i tak brałyby pod uwagę wszystkie okoliczności i większość tych spraw kończyłaby się w pozytywny sposób, jednak po co to komu? Utrata dziecka nie jest wystarczająco traumatycznym przeżyciem?
Kinga

No właśnie. Też czuję pewną niepewność chociaż chcę dać kredyt zaufania do myślenia innym, taki sam jaki ja chcę otrzymać od innych, że potrafię myśleć za siebie w tym strasznym temacie. Czytałam wypowiedzi, już nie pamiętam kogo ale osoby zagłębionej w tematyke mocniej niż ja, i skłaniała się do tego, że nie będzie dochodzić do takich idiotyzmów (inaczej nie można tego nazwać). Chcę w to wierzyć.
Wciąż jest dla mnie mocno obraźliwe, że o takich sprawach chcą decydować osoby, które nie mają zielonego pojęcia co kobiety postawione w takiej tragicznej sytuacji mogą przechodzić. Bardzo podobał mi się apel byłych pań prezydentowych. Myślę, że on podsumowywał wszystko.
Jedyny plus – sądzenie zabójcy mojego dziecka. I staram się trzymać tego światełka w tunelu. Bo inaczej pozostaje tylko kręcenie ciężko głowami.
Bartek | bardzokulturalnie.pl

Ciekaw jestem jak to wszystko będzie wyglądało podczas głosowania i później. Ja tego jakoś nie widzę.
Jedyne, co mnie gnębi to taki skryty atak na kobiety dotknięte już i tak wielką tragedią.
Masz rację – to jest plus, który warto wziąć pod uwagę. 🙂
Zdrowie i Uroda

Ogólnie nie jestem w temacie (i teraz zadam głupie pytanie)… Naprawdę chcą całkowicie zdelegalizować aborcję? Jeśli tak to to jest przerażające! Uważam, że aborcja powinna być zakazana w przypadku kiedy kobieta chce usunąć dziecko „bo tak”, „bo to wpadka” i „bo mi dziecko będzie przesadzać w karierze”, ALE w wyżej wymienionych przypadkach powinna być dozwolona.
Bartek | bardzokulturalnie.pl

Mam taką samą opinię jak ty i taki też zapis funkcjonuje w prawie obecnie. Każdy musi płacić za swoje błędy, więc aborcja na życzenie nie wchodzi w grę. Ale są przypadki, zupełnie niezależne od nas (jak te, które opisałem), kiedy kobieta naprawdę nie ma wyjścia. A teraz każdy przypadek nienarodzonego dziecka może być ścigany.
Zdrowie i Uroda

To przerażające, bo nie wyobrażam sobie sytuacji kiedy np. nie dość, że podejmujesz decyzję o tym, kto ma przeżyć w momencie zagrożenia życia matki i do tego masz być ścigany za to prawnie… Jakby sam wybór nie był dla Ciebie wytaczającą tragedią..
Marcin

A propos zdecydowanego sprzeciwu na aborcje na życzenie:
1. dwie osoby, razem popełniają ten san błąd, jedna z nich płaci za niego więcej – bo jest kobietą
2. kobiety z klasy średniej lub wyżej (nasze krewne, czy partnerki); mogą za swój błąd zapłacić 400funtów + kosz przejazdu do uk (http://tabletkiporonne.co.uk/); reszta musi donosić ciążę, lub kombinować
3. mężczyźni z definicji nie mają pełnego obrazu tej kwestii – mogą nie wiedzieć że ‚ich’ ciąża została usunięta. To źródło:
http://www.menandabortion.info/l0-research.html
wspomina o 25% przypadka nie informowania partnera przed zabiegiem.
Ewelajna A.

Naprawdę nie wiem co mają w głowach Ci, którzy są przeciwko aborcji w wyżej wymienionych przypadkach.
Bartek | bardzokulturalnie.pl

Ja też nie. I bez wątpienia mnie to przeraża, bo zwyczajnie nie wiem, co będzie dalej.

Kategorie
Blog

Kup kobiecie kwiaty!

Każda kobieta (z nielicznymi wyjątkami) uwielbia kwiaty i ten fakt jest bezdyskusyjny. Nie trzeba również dodawać, że te dawane bez okazji sprawiają im jeszcze więcej radości. Dlaczego jednak tak wiele mężczyzn decyduje się na obdarowywanie swoich dam bukietami tylko w dniu jakiegoś święta? Co nimi kieruje? Brak pieniędzy? Niechęć do wyjścia z domu? Zagubienie w kwiaciarni?
W tym poradniku postaram się pomóc panom, a zarazem zachęcić ich do kupowania kobietom kwiatów. Szczególnie bez okazji.

.

Prezent tylko od święta

Nie ma co ukrywać, że większość mężczyzn decyduje się na kupienie kobiecie prezentu właściwie tylko od święta. Dzień kobiet, urodziny, imieniny, rocznica – każda okazja może być ku temu dobra. To jednak stanowczo za rzadko. Nie mówię oczywiście, że przez notoryczne nieobdarowywanie kobiety kwiatami może się posypać cały związek (to raczej niemożliwe), jednak tu chodzi o coś zupełnie innego. O radość, jaką da twojej ukochanej bukiet czy chociażby pojedyncza sztuka czegoś kolorowego i pachnącego. Tak bez powodu, bo możesz.

Ja wiem, że możesz wychodzić z założenia, że skoro sam nie dostajesz ciągłych prezentów, nie powinieneś ich też często dawać. Że to może być niemęskie, możesz wyjść na lizusa i po jakimś czasie element zaskoczenia przestanie istnieć. Odpowiadam wprost – nie przestanie. Nie wyjdziesz na frajera. Skoro jesteś facetem, zachowuj się jak on i rób zawsze ten pierwszy krok nie oczekując niczego w zamian. Gwarantuję, że idąc ulicą z bukietem róż czy tulipanów wzbudzisz niemałe zainteresowanie wśród przedstawicielek płci przeciwnej. Wniosek dlaczego tak jest, wydaje się być jasny.

Jeśli jesteś facetem i widzisz idącego obok mężczyznę, trzymającego w ręku kwiaty, odpowiedz sobie na jedno pytanie:

Czy w takiej chwili myślisz, że „coś przeskrobał” albo „chce zaliczyć”?

Jeśli odpowiedz jest twierdząca, robisz to źle. On robi to dobrze.

Dlaczego i jak wręczać kwiaty?

Dlaczego?

Ponieważ kobiety na to zasługują i bardzo to lubią.
Ponieważ to całkiem niedrogi, ale zachwycający prezent, który pasuje na każdą okazję.
Ponieważ mężczyźni robią to od wieków i przyjęło się, że kwiaty są wynikiem względów i uczuć okazywanych kobiecie.

Jak?

Bez okazji. Ponieważ każdy wspólny dzień jest waszym świętem i nie musisz mieć ku temu żadnych powodów.
Osobiście. Podkreślasz tym to, że samodzielnie się o to postarałeś.
Przez pocztę kwiatową. Jeśli chcesz zaskoczyć ukochaną, a nie chce ci się ruszać z domu. (wersja dla leniwych)
Wśród innych ludzi. Żeby pokazać innym, że jest dla ciebie najważniejsza i sprawić, że obrośnie w piórka. Niech widzą!

.

Jakie kwiaty wybrać?

Mężczyźni czasami gubią się w kwiaciarni. Widząc tuziny przeróżnych bukietów, ich pole do popisu tak naprawdę się zmniejsza, zamiast rozszerzać. Powód jest prosty – brak jakiejkolwiek praktyki i ciągłe stawianie na jeden rodzaj, jakim zapewne są czerwone róże. To zawsze pozostaje dobry i neutralny wybór, choć po jakimś czasie przestaje zaskakiwać.

Zarówno gatunek, jak i kolor ma znaczenie. Dlatego warto chwilkę pomyśleć przed wyborem czegoś odpowiedniego (niż tak jak ja, zostać zwyzywanym przez pewną starszą panią w chwili gdy chciałem kupić MU żółte róże). Istnieje bowiem coś takiego jak „mowa kwiatów”.

Jeśli to prezent, zwykło się także kupować nieparzystą ilość kwiatów w bukiecie. Nie wiem skąd się to wzięło i ja się nie stosuję do tej zasady.

.

Cały bukiet czy jedna sztuka?

W większości przypadków – im więcej, tym lepiej. Mało kto jednak pozwoliłby sobie na porządny bukiet przykładowo raz w tygodniu, dlatego obdarowanie kobiety pojedynczym kwiatem również wydaje się być dobrą opcją. To taki niezobowiązujący i przyjazny gest. Wracałem z uczelni/pracy, wstąpiłem do kwiaciarni i kupiłem ci różę. Albo słonecznika (te idealnie wyglądają w samotności).

Te droższe bukiety zostawmy więc na ważniejsze okazje, chociaż warto zwrócić uwagę, że niektóre kwiaty wcale nie są drogie. W tej chwili, za bukiet 5-7 świeżo ciętych, rosnących tulipanów zapłacimy 2,50 zł. To nieco więcej niż za butelkę wody mineralnej. Bukiet dwudziestu małych róż – 20 złotych. No naprawdę, to żaden wydatek raz na jakiś czas, a ile uśmiechu potrafi wywołać!

.

Najpopularniejsze rodzaje i kolory

Róża

Ogólnodostępna o każdej porze roku. Dostępna w każdej kwiaciarni w każdym rozmiarze – można wybrać mniejszą, jak i większą. Zdecydowanie najbardziej popularny kwiat, choć warto czasami zdecydować się na coś innego.

Czerwona wyraża miłość, ogromną i pewną. Najlepszy wybór dla ukochanej osoby.

Biała to symbol szacunku, niewinności i wdzięczności. Dawana głównie w ramach podziękowania, choć także na ślub oraz narodziny dziecka.

Różowa oznacza przyjaźń, uznanie. Doskonała dla partnerki lub przyjaciółki.

Żółte róże symbolizują zazdrość i ogólnie negatywne uczucia. Chociaż są ładne.

Pomarańczowa jest wyrazem zdrady lub pożądania i namiętności. Spora rozbieżność.

Prawda jest jednak taka, że na jaką byście się nie zdecydowali, ukochana osoba będzie zadowolona.

.

Tulipan

Również niesamowicie popularny, szczególnie gdy przychodzi wiosna. Idealny na każdą okazję i zupełnie niezobowiązujący. Przyjęło się, że tulipany są symbolem czułości. Jeśli nie wiesz na co się zdecydować, a róże się już przejadły – bierz tulipany.

Czerwony oczywiście oznacza miłość. Najlepszy dla ukochanej.

Żółte są z reguły symbolem beznadziejnej miłości i wygasającego uczucia. Są jednak coraz częściej spotykane i pięknie wyglądają.

Białe tulipany wyrażają szczere intencje – szacunek i wdzięczność.

.

.

.

.

Konwalia

Dostępna zwykle wiosną, w maju. Jej białe kwiaty w kształcie dzwoneczków kojarzą się z subtelnością, czystością i niewinnością, dlatego konwalie często towarzyszą dziewczynkom w dniu ich komunii świętej.

Jest stosunkowo tania i doskonale wygląda w małym bukieciku. Dodatkowo można samemu wybrać się do pobliskiego lasku i jej poszukać.

Ma piękny, odświeżający zapach, kojarzony z wiosną.

Przyjęło się, że jako prezent obdarowuje się nią osoby, które uważamy za ładne, jednak boimy się o tym powiedzieć wprost.

.

Żonkil

Żonkil to kwiat wiosenny, z wyglądu przypominający słońce. Bukiety z żonkili są bardzo popularne wiosną, kiedy to przypada ich największy rozkwit. Nie powinno się dawać żonkili ukochanej, gdyż symbolizują zazdrość i nieodwzajemnioną miłość.

Dobrym wyborem jest obdarowanie nimi kogoś, komu chcemy podziękować lub pogratulować.

Śmierdzą.

.

.

Stokrotka

Popularny kwiat ogrodowy, który wiosną czy latem ożywia trawniki, balkony i tarasy. Posiada piękny kwiat w białym, różowym lub karminowym kolorze i z żółtym środkiem.

Bukiet samodzielnie zerwanych stokrotek ucieszy każdą kobietę.

Oznaczają niewinność i delikatność.

.

.

.

.

.

Frezja

Onieśmiela swoim zapachem – wiele damskich perfum powstaje właśnie na ich bazie. Oprócz tego są zwyczajnie piękne i symbolizują niewinność, radość i uznanie.

Są doskonałym i przede wszystkim oryginalnym wyborem dla ukochanej. Szczególnie na jej urodziny.

.

.

.

.

Gerbera

Gerbery występują najczęściej w wersji ciętej, ale także zdarzają się doniczkowe.

Zachwycają całą paletą barw – od jasnych pastelowych odcieni różu i żółci, po intensywne kolory fuksji i czerwieni. Ich bardzo dużą zaletą jest też trwałość – w bukietach wytrzymują nawet kilka tygodni.

Przypominają trochę zmutowane stokrotki – są nieco większe i mają większą gamę kolorów.

Symbolizują niewinność i szacunek.

.

.

.

.

Bratek

Najczęściej używa się ich do obsadzania rabat i doniczek balkonowych, jednak w małych bukietach wyglądają cudnie. I przyciągają pszczoły.

Symbolizują pamięć. O ukochanej osobie oraz o nas.

Są także wyrazem przyjaźni – dlatego podarowanie ich komuś nie powinno być odebrane negatywnie.

.

.

.

.

.

.

Hiacynt

Ich kwiaty przypominają pewnego rodzaju kolbę – są uformowane w grona. Gęste, dzwonkowate, o bardzo intensywnym i ciężkim (wręcz upajającym) zapachu.

Biały jest wyrazem sympatii i jest bardzo neutralny.

Fioletowy – najpopularniejszy kolor – skłania bliską osobę do większego okazywania uczuć.

Błękitny symbolizuje stałość w uczuciach.

Żółty – co dziwne – szczęście i radość ze związku.

.

.

.

.

.

.

.

.

Fiołek

Pięć delikatnych płatków w kolorze fioletowym. Zróbcie z tego bukiet, a otrzymacie coś naprawdę pięknego.

Jego zapach jest słodki, drzewno – kwiatowy, a wręcz pudrowy.

Fiołek jest symbolem skromności, ale także miłości i radości.

.

.

.

.

.

Słonecznik

Nie można ich pomylić z niczym innym. Szkoda tylko, że w większości przypadków kojarzymy go jedynie z pestkami, którymi wielu uwielbia się zajadać.

Oprócz tego mamy jednak piękny kwiat, genialnie wyglądający samotnie lub w towarzystwie kilku innych.

Symbolizuje lojalność i najlepsze życzenia. Idealny wybór dla dziewczyny, kogoś z rodziny lub przyjaciółki.

.

.

.

Goździk

Idealny wybór na każdą okazję. Są tanie, rosną przez bardzo długi czas (jeśli kupiłeś te w pąkach, nierozkwitnięte). Pięknie pachną i mogą być dawane zawsze, bez żadnej okazji.

Mają różne kolory i w zależności od nich – wiele znaczeń.

Symbolika barw jest niemal identyczna co w przypadku róży, więc zerknijcie jeszcze raz wyżej.

Kategorie
Blog

Nauczycielu! Zabierz uczniów na wycieczkę!

Żyjemy w pięknych czasach, w których cały świat jest na wyciągnięcie ręki. Czas podróży autobusem z Krakowa do Warszawy możemy zamienić na lot do większości pięknych miast Europy, oddalonych kilka tysięcy kilometrów od naszego miejsca zamieszkania. Wiele razy spotykam się z sytuacją, kiedy dowiaduję się o kimś wielu ciekawych rzeczy i nagle wychodzi na jaw, że w ciągu dwudziestu lat życia ta osoba nigdy nie była na zagranicznej wycieczce.

Czemu by więc nie wykorzystywać okazji na zwiedzanie świata jeszcze w chwili, kiedy się uczymy? I nie mówię tutaj o uczelni – w tym okresie życia możemy podróżować na własną rękę, korzystając chociażby z różnych programów wymiany międzynarodowej. Chodzi mi bardziej o czasy szkolne – czasy podstawówki, gimnazjum i szkoły średniej. Wydaje mi się, że czasami nie ma lepszej okazji na jakiś wyjazd niż skorzystanie z tego, co proponują nauczyciele. Bo w początkowym okresie rozwoju mamy dużo czasu – później jest z nim tylko gorzej.

.
Rolą nauczyciela jest wzbudzenie w uczniach ciekawości świata.

Ja niestety nigdy nie miałem takiej okazji. W pierwszej klasie liceum zorganizowano dla grupy uczniów wycieczkę szkolną – tak zwaną „zieloną szkołę”. Trwającą tydzień. Wyjechaliśmy całą naszą paczką w góry, do Ustrzyk Dolnych. Teoretycznie mógłbym o tym opowiadać godzinami, ale streszczę się tutaj do jednego zdania.

Pojechaliśmy, większość ludzi źle się zachowywała, wróciliśmy. I dostaliśmy od naszej ukochanej wychowawczyni obietnicę, że już nigdy więcej nigdzie nie pojedziemy. Bo jesteśmy nikim innym, jak tylko nie potrafiącymi się zachować dzieciakami.

I tutaj pojawia się następujące pytanie – kto odpowiadał za ten stan rzeczy? My, czy nauczycielka szukająca pretekstu? Wiadomym jest przecież, że młodzież potrafi zachowywać się różnie. Ale to, co wyniesie z takiej wycieczki, zostanie im w głowach na zawsze.

Dlatego lepiej jest zrobić coś i później tego żałować niż w ogóle nie próbować. Szczególnie jeśli chodzi o poznawanie świata.

.

swiat-w-zasiegu-reki

.

To wy – nauczyciele, przejmujecie rolę rodziców dzieci na te 8 godzin dziennie. I pomyślcie czy nie chcielibyście wzbudzać we własnych dzieciach ciekawości świata, uczyć ich poznawania zupełnie innych obyczajów. Postawcie się nawet w ich roli i zdecydujcie, czy nie chcielibyście mieć takiej samej okazji wtedy, kiedy sami byliście w ich wieku.

I miejcie na uwadze to, że rok szkolny to nie tylko obowiązki, nauka, sprawdziany i prace domowe. To także czas na relaks i ładowanie akumulatorów na resztę czasu, która pozostała wszystkim do wakacji. To połączenie przyjemnego aspektu odpoczynku z pożytecznym zwiedzaniem świata.

Nie liczcie na to, że rodzice sami zabiorą gdzieś wasze pociechy. Myślcie o tym sami, szanowni państwo.

.
Czy warto zabierać uczniów na wycieczki?

Tak, tak i jeszcze raz tak. Nawet pomimo sytuacji, w których młodzież lubi płatać różne figle. Zalet i korzyści z tego płynących jest zdecydowanie więcej niż wad.

.
Na wycieczkach szkolnych zobaczymy więcej niż na własną rękę.

Nie ma co ukrywać – gdy uczeń jedzie na wakacje wraz z rodzicami, robi to przeważnie w jednym celu – długo wyczekiwany odpoczynek. I o ile rodzice mogą mieć wyjątkowo stresującą pracę i zwyczajnie potrzebują dwutygodniowego leżenia na plaży, o tyle dla dzieci ważniejsze może okazać się zwiedzanie i poznawanie świata. Dobrze wiemy, że wyjazdy organizowane przez szkołę skupiają się przede wszystkim na tej drugiej rzeczy.
Niezapomniane przeżycia.

Związane raczej z czymś, czego uczniowie nie mieliby okazji zobaczyć na własną rękę. Niektórzy mogą pochodzić z biedniejszych rodzin, których czasami nie stać nawet na wakacje – dlatego wyjazd szkolny może być doskonałą szansą na zobaczenie czegoś nowego, zintegrowanie się z klasą i uzupełnienie programu nauczania o ciekawe elementy.
Integracja.

Zarówno w formie uczeń-uczeń, jak i uczeń-nauczyciel. Wasi podopieczni nigdzie indziej nie zapoznają się ze sobą w tak dużym stopniu, jak podczas przebywania ze sobą non-stop, czyli podczas jakiegoś wyjazdu. Nie ma rygoru szkolnego, jest pewien luz, więcej miejsca na integrowanie się na innej płaszczyźnie, z dala od szkolnych murów.

.

kierunki

.
To wcale nie jest trudne!

Zorganizowanie takiej wycieczki może, ale nie musi przysporzyć wielu problemów. Dlatego jeżeli nauczyciel nie czuje się na siłach na samodzielne zorganizowanie takiego wyjazdu, nie powinien chyba w ogóle się za to zabierać i skorzystać z pośrednictwa biura podróży.

Będąc z wami zupełnie szczerym, obecnie dzieci i młodzież potrzebują większych wrażeń. Są bardziej rozpieszczani i wobec tego z pozoru proste rzeczy nie dają im aż takiej radości. Ale jak wspomniałem na samym początku – świat jest obecnie na wyciągnięcie ręki. Wystarczy tylko chcieć.

Możemy wybierać spośród gamy różnych ofert, takich jak – tanie wycieczki szkolne, krajowe lub zagraniczne, wymiany międzynarodowe oraz zielone szkoły. I gwarantuję, że zawsze znajdzie się grupa uczniów, która nie przepuści takiej okazji.

Kategorie
Blog

10 typów pijanych studentów, których na pewno spotkasz na imprezie

Żeby nie było. My – studenci prawie w ogóle nie pijemy. Ale jeżeli już decydujemy się na alkohol, to musimy mieć ku temu powód. Weźmy na przykład dzień dzisiejszy. 5 grudnia. Niedługo święta, jutro Mikołajki, dziś imieniny Dalmacjusza i Pęcisławy. Ktoś chyba zna kogoś o takim imieniu, no nie? Dobra, nawet jeśli nie, to słyszał, że najlepszym kumplem jego znajomego jest jakiś Dalmacjusz. No to zdrówko!

W każdym razie – dobry powód zawsze się znajdzie. Ludzie, którzy zechcą się z nami napić, również. Dobrze wiemy, że każdy na alkohol reaguje inaczej – jedni z ponurych mruków stają się duszami towarzystwa, w innych wzrasta agresja, w jeszcze innych hipisowska miłość do całego świata.

No to teraz zerknijcie na przedstawione przeze mnie przykłady takich studentów i dajcie znać, z którymi mieliście do czynienia. A może sami podobnie się zachowujecie?

.
1. Najszczęśliwszy człowiek na ziemi
„Chodźmy jeszcze na after, potem wróćmy tutaj i jutro koniecznie to powtórzmy. Jest zajebiście!”

szczesliwy

.
Jak go rozpoznać?

Gdy wypije, jego nastrój zmienia się podobnie jak u Dwayne’a widocznego powyżej. Jest esencją każdej imprezy. Przepełniony radością, zawsze polewa lub stawia drinki. Wygląda jak chodzący entuzjazm, tańczy i porusza się jak bóg parkietu. Bardzo często jest pomysłodawcą każdej zabawy i nie ma zamiaru siedzieć bezczynnie.
Wady:

W tym swoim szale i gorączce sobotniej nocy może bywać irytujący. Głównie dlatego, że każdy chciałby bawić się tak jak on. Nie zniesiesz go, gdy jesteś zupełnie trzeźwy.

.
2. Smuteczek
„Nikt mnie nie kocha!”

smuteczek

.
Jak go rozpoznać?

Będzie smutny. Możliwe, że usiądzie gdzieś, gdzie nie ma nikogo wokół i będzie cieszył się samotnością, narzekając na nią. W każdym pozytywnym aspekcie będzie starał się wyszukać negatywów, uświadamiając ci, że jego życie tak naprawdę nie ma najmniejszego sensu.
Wady:

Nie będziesz mógł przekonać go do swojej racji – on zawsze pozostanie smutny, a jego egzystencja – bezcelowa. Problem zacznie się wtedy, gdy przeleje swoją rozpacz na innych ludzi.

.
3. Profesjonalista
„Nie mieszaj bo będziesz rzygał.”

profesjonalista

.
Jak go rozpoznać?

Jest w porządku. Zna siebie i innych i zawsze służy dobrą radą odnośnie spożywania alkoholu. W ciągu swoich studiów wypił już dziesiątki, jeśli nie setki litrów wódki i piwa i dobrze wie jak może zakończyć się odejście od schematu. Nigdy nie zawaha się przed piciem, nigdy nie rozleje ani kropelki. Potrafi pić z klasą.
Wady:

Jego rady czasami mogą bywać irytujące. Sam, posiadając ogromne doświadczenie w tej dziedzinie, może nie tolerować innych form spożywania alkoholu.

.
4. Agresor
„No żebyś się tylko nie zdziwił. Jestem świeżo po siłce.”

agresor

.
Jak go rozpoznać?

Cechuje go lekka nadpobudliwość, chęć zaimponowania płci przeciwnej swoimi zdolnościami bokserskimi oraz agresja. Jest ogromnie wyczulony na swoją osobę. Zawsze będzie szukał dziury w całym – nawet jeśli masz rację, on stwierdzi, że jej nie masz. Byleby tylko rzucić się na ciebie z pięściami. Każdy pretekst jest dobry.
Wady:

Przez niego ktoś może wyjść z imprezy z podbitym okiem, złamanym nosem albo nawet gorzej. Wystarczy tylko iskra.

.
5. Sentymentalny miś
„No choodź, przytul się!”

przytulas

.
Jak go rozpoznać?

Charakteryzuje go niesamowita chęć do kochania wszystkiego, co się rusza. Na tych kilka godzin nietrzeźwości zamienia się w misia-hipisa, który kocha cały świat i chce przytulać wszystko co się da. Jest troskliwy i zawsze gotowy wysłuchać drugą osobę. Nawet gdy go obrazisz, on będzie wesoły.
Wady:

Gdy wytrzeźwieje, dojdzie do wniosku, że jednak nie lubi się przytulać. Czasami bywa irytujący.

.
6. Filozof
„Słuchaj, czas serio jest jednostką odległości. Bo wiesz, wszystko zaczęło się od wielkiego wybuchu. To nie bóg jest istotą wszechrzeczy.”

philosophical

.
Jak go rozpoznać?

Zwykle jest ich kilku – filozofowie trzymają się w stadach. Głównie dlatego, by mogli mieć partnera do sentymentalno – filozoficznych dysput, w które zwykle wciągnięci są nieświadomi niczego imprezowicze. Chyba każdemu czasami uruchamia się ten tryb – po alkoholu bardzo lubimy debatować na niezwykle skomplikowane tematy.
Wady:

Jeśli ktoś tylko chce rozmawiać o czarnych dziurach i sensie ludzkiej egzystencji – nie ma żadnych.

.
7. Gość, który powinien się odwalić
Poznasz go po zachowaniu.

obrzydliwiec

.
Jak go rozpoznać?

Zwykle nic nie mówi. Zazwyczaj wpatruje się w ciebie bardzo długo, próbując przelecieć wzrokiem. Strefa komfortu dla niego nie istnieje. Momentami bywa obrzydliwy, próbując opowiadać sprośne dowcipy lub, co gorsza, wcielać je w życie na przedstawicielkach płci przeciwnej.
Wady:

Cieknąca po brodzie ślinka, błędny wzrok oraz nieprzyzwoite gesty mogą sprawić, że nabierzesz do niego odrazy.

.
8. DJ
„Zróbcie jakiś pierdolony hałas!”

dj

.
Jak go rozpoznać?

Będzie tańczył nawet przy muzyce, której nie znosi. Gdy dany kawałek skończy się, będzie błagał o następny lub sam zmieni repertuar. Na gorszy, którego nie lubi nikt. Którego nikt nie zna. I tak w nieskończoność.
Wady:

Dopóki mu nie przerwiemy, jesteśmy skazani na beznadziejną muzykę, która przypomina mu jego dzieciństwo lub pierwszą babkę z piasku ulepioną z ciocią Matyldą.

.
9. Zawsze trzeźwy
„Jak flaszka jest nieskończona, nikt nie rusza się z miejsca.”

trzezwy

.
Jak go rozpoznać?

Nigdy nie będzie miał dość. Zawsze będzie prosił o jeszcze więcej alkoholu, bo nic nie jest w stanie go ruszyć. I tutaj pojawia się pytanie – skąd u niego taka umiejętność? Czy chodzi o masę, doświadczenie, czy po prostu jakieś geny do tolerowania wódki?
Wady:

Sam nie wiesz jak on to robi. I sam byś tak chciał.

.
10. Zwłoki
Nic nie powiedzą. Potkniesz się o nie.

zwloki

.
Jak go rozpoznać?

Po dźwięku tłuczonego szkła. Po odgłosach z łazienki. Po chrapaniu.

Kategorie
Blog

Kredyt studencki. Jak? Ile? Dla kogo? Czy warto?

Bardzo żałuję, że temat kredytu studenckiego zainteresował mnie dopiero teraz, po skończeniu studiów. Nie wiem czemu, jednak sam mylnie kojarzyłem go z zapomogą dla najbardziej ubogich studentów, a w gronie moich znajomych nikt o nim nie wspominał. Był to temat tabu – zapewne z podobnego powodu. Wiedziałem, że coś takiego istnieje, jednak nawet nie miałem zamiaru trudzić się, aby doczytać o szczegółach. I napiszę to szczerze. Raz, a dobrze. Zjebałem sprawę.

Dlatego nie chcę, żebyście popełnili podobny błąd. Żeby nie było – nie chcę też nikogo namawiać ani zrażać do skorzystania z tej formy dodatkowych pieniędzy. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Ale przeczytajcie artykuł do ostatniego zdania i sami zastanówcie się czy warto, bo koniec końców to tylko wasza decyzja. Ja ze swojej strony gwarantuję kompleksową, pełną wiedzę na ten temat, rozpatrzenie wszystkich za oraz przeciw.

.
Czym właściwie jest kredyt studencki i dlaczego jest wyjątkowy?

Ogólnie rzecz biorąc, kredyt studencki to pożyczka udzielana studentom przez banki komercyjne na bardzo niskim oprocentowaniu, które jest częściowo finansowane przez budżet państwa. Pomimo kilku warunków, jakie należy spełnić w celu dopełnienia wszystkich formalności, jest bardzo rozsądną opcją dla każdego studenta – głównie przez opóźniony czas spłaty i niskie odsetki.

Nie jest to świadczenie jednorazowe, a cykliczne, ratalne – nie dostajesz od razu kilkudziesięciu tysięcy złotych do ręki. To byłoby zbyt piękne. Fundusze wpływają na twoje konto co miesiąc, jak stypendium socjalne lub naukowe. Lub hajs od rodziców.

W naszej mentalności słowo kredyt budzi mieszane uczucia. Strach, zobowiązanie na lata, brak możliwości wydania pieniędzy w rozsądny sposób (bo nas blokuje). Boimy się go i wolimy się wystrzegać każdej jego formy. Każda wzięta pożyczka ciągnie za sobą następną – i wpadamy w karuzelę zadłużenia. I w sumie nie dziwię się temu – sam wychodzę z podobnego założenia i gdybym miał w tej chwili założyć sobie na szyję sznur w postaci kredytu na następnych 30 lat, poważnie bym się nad tym zastanowił.

Z tego właśnie powodu, kredyt studencki jest bardzo, ale to bardzo niedoceniony. Może to wynikać także z niedoinformowania i niedokładnego przemyślenia sprawy. Zwróćcie uwagę na dane z zeszłego roku dotyczące osób, które zdecydowały się na tego typu pomoc:

Rok akademicki 2015/2016 – wszyscy studenci

Ale to jeszcze nic. Bo w powyższym wykresie wzięliśmy pod uwagę wszystkich studentów, którzy także ubiegali się o kredyt w latach poprzednich.

Gdyby jednak spojrzeć na sam rok akademicki 2015/2016 i założyć, że:

– studiowało 1 405 133 osób,
– zawarto 3 869 nowych umów kredytowych,

Mamy proste działanie i otrzymujemy wynik – 0,27%.

Jedna na 360 osób zdecydowała się na skorzystanie z kredytu studenckiego. To mało. Biorąc pod uwagę fakt, że czasami 360 osób to połowa wydziału na uczelni.

.
Co muszę zrobić, żeby dostać kredyt?

Dawniej myślałem, że kryteria są dużo bardziej rygorystyczne, a tu proszę! Nic bardziej mylnego. Przedstawiam wam warunki, które należy spełnić aby móc ubiegać się o kredyt:

.
Kto może ubiegać się o kredyt?

Wszyscy studenci studiów wyższych, uczelni publicznych i niepublicznych, uczący się w trybie stacjonarnym lub niestacjonarnym, którzy rozpoczęli studia przed ukończeniem 25. roku życia. Osobami uprawnionymi do otrzymania kredytu są także studenci studiów doktoranckich oraz kandydaci na studia, z tym że aby podpisać umowę kredytową muszą później potwierdzić w banku status studenta lub doktoranta.
Kryterium dochodowe

Najważniejsza sprawa. W zamyśle program ma wspierać mniej zamożne rodziny, jednak próg zarobkowy nie jest aż tak wysoki i wynosi on 2 500 zł w przeliczeniu na jednego członka rodziny. Tak więc jeżeli masz brata lub siostrę, a twoi rodzice zarabiają w sumie mniej niż 10 000 zł miesięcznie, możesz spokojnie ubiegać się o kredyt.
Poręczyciele

Prosta sprawa. Musisz mieć kogoś, kto w razie niestabilności twoich finansów pomoże ci ze spłatą kredytu. Najczęściej wybiera się do tego rodziców lub dziadków, jeśli tylko ci mają zdolności kredytowe. Dodatkowo mamy możliwość uzyskania poręczenia od Banku Gospodarstwa Krajowego lub Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (jeśli pochodzimy ze wsi).

.
Składanie wniosku o kredyt studencki – krok po kroku

Jeśli tylko spełniasz powyższe warunki, sytuacja staje się jasna i przejrzysta. Możesz ubiegać się o kredyt i pozostaje ci tylko załatwienie kilku formalności.

1. Wniosek o przyznanie kredytu można składać w okresie od 15 sierpnia do 31 października (stan na 2016 rok, zobaczymy jak będzie w przyszłym).

2. Ubieganie się o kredyt jest możliwe tylko w niektórych bankach komercyjnych. Konkretnie – czterech. Dobrze wiemy, który najlepiej wybrać.

PKO Bank Polski S.A.
Bank PEKAO S.A.
Bank Polskiej Spółdzielczości S.A. (i zrzeszone banki spółdzielcze)
SGB-Bank S.A. (i zrzeszone banki spółdzielcze)

Wszystkie formularze i zaświadczenia bierzesz bezpośrednio z oddziału wybranego banku.

3. Wypełniasz wniosek w terminie i dołączasz do niego zaświadczenie z uczelni o odbywaniu studiów albo o dostaniu się na studia. Pamiętaj także o dokumentach wymaganych do celów poręczenia kredytu oraz zaświadczeniu o dochodach w rodzinie. Jest trochę tych papierów, ale jesteśmy pochłonięci przez biurokrację – więc trzeba.

4. We wniosku zaznaczasz jaka miesięczna rata kredytu oraz jego całkowita kwota cię interesuje.

600 zł – rata podstawowa
800 zł albo 1000 zł – rata podwyższona
400 zł – rata obniżona

5. Czekasz, czekasz, czekasz. W tym czasie oglądasz sobie seriale na Netflixie, imprezujesz lub – co gorsza – uczysz się! Do 20 listopada bank ocenia wszystkie dokumenty oraz sprawdza zabezpieczenia spłaty kredytu.

6. W przypadku decyzji pozytywnej – masz czas do 31 grudnia na podpisanie umowy kredytu. W razie odmowy, bank może zaproponować ci niższą ratę. Jeżeli tak się nie stanie, do 30 listopada można składać jeszcze wnioski w innych bankach.

.
Kiedy będę dostawał pieniądze i do kiedy muszę spłacić kredyt?

.
Otrzymywanie pieniędzy

1. Pieniążki dostajesz tylko wtedy, gdy studiujesz. Kredyt udzielany jest na okres studiów i wypłacany maksymalnie przez okres 6 lat (można raz nie zdać – pomyśleli!). W przypadku doktorantów – przez okres 4 lat.

2. Transze wypłacane są przez 10 miesięcy w roku akademickim. W lipcu i sierpniu jesteś biedniejszy.

3. W trakcie trwania umowy możesz złożyć w banku wniosek o zmianę wysokości miesięcznej raty kredytu. Jakby było ci mało.
Twoje obowiązki

Jesteś trochę jak więzień odbywający karę aresztu domowego. Ma on wszczepiony chip, który daje znak policji gdy oddali się od miejsca skazania.

1. Jesteś obserwowany. Do czasu ukończenia studiów, w terminach od 31 października do 31 marca musisz chodzić do banku i pokazywać pracownikom ważną legitymację studencką.

2. Musisz informować bank o każdym zdarzeniu, które potencjalnie mogłoby wpłynąć na kredyt – głównie wydłużenie okresu, na jaki został udzielony. Jeśli nie uda ci się zaliczyć semestru, weźmiesz na studiach urlop czy też zrezygnujesz z dalszej nauki – powiadamiasz ich o tym. Trzeba być fair.
Kiedy trzeba spłacić ten kredyt? Ile będę musiał oddać?

Jeśli chcecie wiedzieć, dlaczego ten kredyt jest chyba najkorzystniejszym ze wszystkich, koniecznie przeczytajcie poniższe informacje. Bo wiecie, łatwo jest mówić o pożyczaniu, gorzej z oddawaniem.

1. Przez okres studiów niczym się nie przejmujesz. Dostajesz pieniążki do ręki, stawiasz się na widzeniu w banku, pokazujesz legitymację. Wszystko jest dobrze.

2. Kończysz studia. Masz jeszcze dwa lata luzu. No wiesz. Dostajesz do ręki dyplom, znajdujesz pracę, masz dwa lata na rozwój zawodowy, awansy i zdobywanie doświadczenia. Nie ma powodów do obaw.

3. Po dwóch latach zaczynasz spłacać kredyt. Ale nie całość od razu. Nie musisz także oddawać miesięcznie tyle, ile kiedyś brałeś od banku.

Jeżeli kredyt obowiązywał przez 5 lat studiów (50 rat), na spłatę masz dwa razy tyle czasu (w tym wypadku 100 rat). Mało tego – odsetki naliczane są dopiero po dwóch latach. Dokładnie wtedy, kiedy zaczynasz spłacać kredyt.

I wiecie, ile wynosi wartość odsetek? 0,875%!

W prostym przybliżeniu i używając szybkich obliczeń załóżmy, że pożyczyłeś od banku 50 000 zł. 50 miesięcznych rat po 1000 zł.

Zakładając, że stopa procentowa nie ulegnie zmianie – musisz oddać około 52 200 zł. Spłacając to w 100 malejących, miesięcznych ratach, zaczynając od 522 zł, a kończąc na 500 zł.

Czy mogę liczyć na jakieś bonusy?

1. Możesz poprosić o zmniejszenie wysokości raty spłaty kredytu, jeśli tylko dobrze to umotywujesz.

2. Możesz zawiesić spłatę kredytu i odsetek na okres maksymalnie 12 miesięcy.

3. Będąc w gronie 5% najlepszych absolwentów uczelni wyższej, możesz ubiegać się o umorzenie 20% wartości kredytu.

.
Podsumowanie

Osobiście żałuję, że o kredycie studenckim dowiedziałem się dopiero teraz. Za późno. I szczerze powiedziawszy, gdybym tylko mógł cofnąć się o kilka lat, nie zawahałbym się o niego ubiegać. I nie musi tutaj wcale chodzić o trudną sytuację materialną w rodzinie studenta (choć wtedy dodatkowa pomoc jest na wagę złota).

Tylko pomyślcie – nawet gdy waszymi sponsorami ciągle pozostają rodzice, pieniądze otrzymywane w ramach kredytu można odkładać na jakiejś lokacie i tym samym je pomnażać. Więc zastanówcie się i samemu podejmijcie decyzję.

No i koniecznie napiszcie w komentarzu, co o tym sądzicie.

Kategorie
Blog

Postrzeganie związków w zależności od wieku

Starzejesz się. W miarę upływu lat zmienia się twoje spojrzenie na świat i wszystkie sprawy, które cię dotyczą. Twój rozwój sprawia, że dojrzewasz i twoja świadomość ewoluuje wraz z tobą. Rozrywka i zabawa odchodzą na dalszy plan, a w tobie narasta chęć ustatkowania się, znalezienia kogoś jedynego i spędzenia z nim całego swojego życia. To normalne i czasami niezależne od wieku – jedni dojrzewają wcześniej, inni później.

Wszystko zaczyna stawać się bardziej klarowne w chwili, kiedy jesteś starszy – wtedy dostrzegasz ewolucję, jaka w tobie zaszła i jak bardzo zmieniło się twoje postrzeganie otoczenia. Założę się, że spojrzenie na związek z drugą osobą również uległo zmianie – z uśmiechem na twarzy możesz stwierdzić, że będąc starszym, wymagasz od siebie więcej niż kilka lat temu. Wtedy robisz to dobrze.

.
Wiek: < 15 lat Co to takiego? Nie ma co ukrywać – większość ludzi w wieku poniżej 15 roku życia to jeszcze dzieci. Bardzo rzadko zdarza się, aby ktoś dopiero co ukończywszy szkołę podstawową mógł pochwalić się bogatym doświadczeniem życiowym i umiejętnością radzenia sobie ze wszystkimi problemami – wtedy ma się od tego rodziców. Młode dzieciaki nie wiedzą jeszcze dużo o miłości. Albo wróć – to pojęcie jest im bardzo dobrze znane, ale stworzenie solidnego związku jest dla nich niemożliwe przez to, że nie są samodzielne, a ich emocje zmieniają się jak w kalejdoskopie. Matczyna i ojcowska troska wydaje się tutaj w znaczniej mierze przeważać i nie ma w tym nic dziwnego. Spójrzcie na kilka ciekawych odpowiedzi dzieci pytanych o pojęcie miłości i małżeństwa. Mówią same za siebie. „Nie spieszy mi się do bycia zakochanym. Czwarta klasa jest dla mnie wystarczająco ciężka.” – Regina, 10 lat. „Miłość jest wtedy, kiedy jedna osoba ma piegi i szuka drugiej, która też je ma.” – Andrew, 6 lat. „Kiedy skończę z przedszkolem, zacznę szukać sobie żony.” – Tom, 5 lat. „Miłość to najważniejsza rzecz na świecie, ale baseball też jest spoko.” – Greg, 8 lat. „Większość chłopaków nie ma mózgów, więc czasami trzeba szukać kilka razy zanim trafi się na odpowiedniego.” – Angie, 10 lat. Czasami to właśnie dzieci zdają się przekazywać rozsądniejsze myśli niż większość gimnazjalnych/licealnych nastolatków. Wiedzą, że trzeba dbać o siebie nawzajem i jakie konsekwencje niesie za sobą miłość. Sam pamiętam, że będąc dzieckiem, oceniałem miłość pod kątem tego, jak długo będę kogoś całował… w usta! Jeśli byłaby to minuta lub dłużej, wtedy nie wahałbym się stwierdzić, że to jest właśnie to. Na szczęście człowiek dojrzewa. . Wiek: 15-18 lat Co ja robię? Tutaj jest już trochę inaczej. Możesz zrobić coś więcej, niż tylko złapać swoją sympatię za rękę czy uśmiechnąć się do niej niewinnie widząc, jak przechadza się szkolnymi korytarzami. Czasami jednak nie możesz pozbyć się rumieńców na swojej twarzy – z początku bywasz lekko zawstydzony całą tą sytuacją. Okres dojrzewania i nagłych wahań hormonów. Nie jest niczym dziwnym, jeśli od czasu do czasu wyjdziecie gdzieś razem – szczególnie jeśli jedno z was ma już prawo jazdy. Tak robią wszyscy w waszym wieku, więc nie mając partnera/partnerki, odstajecie od innych. W pierwszej kolejności zwracasz uwagę na wygląd swojej sympatii. Prezencja jest czymś, co może zagwarantować ci renomę wśród znajomych, bo przecież myślisz, że tylko to się liczy. Możliwe, że jesteście ze sobą tylko dzięki zeswataniu waszej dwójki przez kolegów i koleżanki, bo sami wstydziliście się siebie o to zapytać. Przemierzając szkolne korytarze i trzymając się za ręce, jesteście władcami świata – bo macie siebie. Zaletą umawiania się z innymi w tym okresie rozwoju człowieka jest fakt, że nie jesteśmy jeszcze zepsuci. Nie mamy złych wspomnień z poprzednimi partnerami i potrafimy zmieniać się dla siebie nawzajem. Dlatego te związki ze szkoły średniej często mają największą szansę na przetrwanie – pomimo tego, iż z początku może być ciężko przyzwyczaić się do nowej rzeczywistości i tego, że czasami można zakończyć to z bardzo błahej przyczyny – przykładowo koledzy, którzy zarzucają facetowi, że ten nie ma czasu wyjść z nimi na piwo. . Wiek: 19-20 lat Must-have Zaczynamy studia lub zaraz po szkole średniej idziemy do pracy. Skupię się jednak na tej pierwszej rzeczy, gdyż dotyczy mnie ona bezpośrednio. Opuszczając rodzinny dom, dochodzimy do wniosku, że jesteśmy zdani tylko na siebie. Rozpoczynamy nowe życie z czystą, niezapisaną kartą i możemy chcieć, aby na pierwszej pozycji nakreślić nazwisko naszej miłości. Poznajemy mnóstwo nowych ludzi i w wielu z nich widzimy osoby, które potencjalnie mogą nas zainteresować. Często uświadamiamy sobie, że to jest ten czas i musimy sobie kogoś znaleźć. Teraz, albo nigdy. Każdy może okazać się dla ciebie tym jedynym, czy tą jedyną. Czasami ta ogromna chęć odszukania swojej drugiej połówki może przysporzyć nam wielu kłopotów, ale jesteśmy na to gotowi. Każda porażka czegoś nas uczy i wiemy przez to, jakich osób mamy unikać. Porządkujemy swoje myśli i powoli odkrywamy w sobie konkretny typ osoby, która może być dla nas odpowiednia. Klubowe imprezy wydają nam się jedną z wielu możliwości, gdzie możemy spotkać kogoś, z kim możemy być. Próbujemy raz, drugi, trzeci. Z nadzieją, że w końcu nam się uda. Czasami rezygnujemy z marzeń i dając ponieść się alkoholowi, kończymy w łóżku z kimś nieznajomym, czego zresztą później żałujemy. Pasma niepowodzeń uczą nas jednak, że czasami warto spojrzeć na to wszystko z szerszej perspektywy i zaczekać. . Wiek: 21-23 lat Czy to już miłość? Jesteś dorosły. Doświadczyłeś już w życiu wystarczająco dużo aby teraz stwierdzić, że w końcu wiesz czego chcesz. Ciągle możesz nie wiedzieć jak to wszystko osiągnąć, ale najważniejszy jest fakt, że wiesz jak tego nie robić. Zdajesz sobie sprawę z tego, że są sytuacje, których należy unikać; ludzie, którzy nie są godni twojego zaufania. Co najważniejsze, dopiero w tym okresie opinia twoich znajomych może być dla ciebie nic nie warta. Masz głęboko gdzieś co twój kolega powie na temat twojej nowej dziewczyny – liczy się to, co ty czujesz. Będąc na imprezie, nie jesteś już zdesperowany i nie widzisz wszędzie wokół osób, które mogą być dla ciebie odpowiednie. Zaczyna się selekcja i okazuje się, że tym jedynym może okazać się ktoś podpierający ścianę w klubie czy ktoś, na kogo przypadkowo wpadasz chcąc wsiąść do autobusu. Wiesz, że potrzeba czasu na ustatkowanie się i zaakceptowanie tego, co może nadejść – w końcu jesteście sobie przeznaczeni i tylko dla siebie macie się zmieniać. Starasz się nie działać pochopnie, choć bywa to wyjątkowo trudne. . Wiek: 24-25 lat To jest to Dobrze wiesz, czego chcesz od życia. Możesz wtedy uświadomić sobie, że wszystko to, co robiłeś do tej pory, nie miało najmniejszego sensu. Dochodzisz do wniosku, że niepotrzebnie byłaś w związku z kimś, kto był dla ciebie niegrzeczny i miał cię głęboko gdzieś. Wykorzystywał to, ze ty tego potrzebowałaś, a sam był wiecznym chłopcem bujającym w obłokach. Nie byłoby jednak jak się o tym dowiedzieć, gdyby nie fakt, że trzeba było sobie z tym poradzić. Każda życiowa porażka cię czegoś nauczyła. Uświadamiasz sobie, że związek nie jest po to, aby wcielać się w rolę drugiej osoby. Wiesz, że jesteście sobie pisani w chwili, kiedy pomimo wszystkich przeciwności losu akceptujecie siebie takimi, jakimi jesteście. Kiedy potraficie dojść do kompromisu w każdej sytuacji. Miłości nie da się nauczyć – to się zwyczajnie czuje. Nie obchodzi cię to, jak twój partner/partnerka się ubiera – kochałabyś go zawsze, nawet leżącego w piżamie w łóżku, chorego, majaczącego, z 37 stopniami gorączki. Jesteś pewna, że możecie porozmawiać o wszystkim i nic nigdy tego nie zmieni.

Kategorie
Blog

Gęsina na świętego Marcina

Każdy naród ma swoje tradycje związane bezpośrednio z jego kulturą i obyczajowością. W ostatnich latach dzień świętego Marcina spotyka się w Polsce z coraz większym odzewem nawet mimo tego, że przez lata był zapomniany. 11 listopada może być wobec tego kojarzony ze świętem Niepodległości, ale również przepyszną gęsiną i rogalami świętomarcińskimi. Pozostaje jedynie pytanie: dlaczego tak mało osób wie o istnieniu tego obyczaju?

Zapomniana tradycja

Są narody, które znają
W dziejach swoich każdy kamyk
Tak że mało o to dbają –
A my mamy – Białe Plamy.

Tak o niektórych z naszych zapomnianych – a raczej wymazanych z naszej pamięci – obyczajów, śpiewa Jacek Kaczmarski. W chwili obecnej 11 listopada w większej mierze jest kojarzony z narodowym dniem odzyskania Niepodległości – patriotycznym świętem, o którym każdy Polak winien pamiętać. Nie ma sensu rozwodzić się nad tematem czym tak naprawdę ów patriotyzm jest. Spoglądając jednak za okno i widząc rzesze narodowców „świętujących” (na swój sposób, używając do tego bardzo wyrazistych środków) wyrwanie się Rzeczpospolitej ze szponów zaborców, zwyczajnie chce mi się wymiotować.

Tradycja podawania gęsiny na polskich stołach pojawiła się już w XVII wieku i dotyczyła głównie rejonów naszego kraju, gdzie widoczne były niemieckie wpływy. Dlatego w tym zwyczaju przodowała Wielkopolska, ale był on również bardzo popularny na Śląsku. Polska nie miała wtedy żadnego suwerena, wobec czego nie myślano nawet o odzyskiwaniu niepodległości. Było to święto wolne od pracy, któremu towarzyszyły zabawa, tańce i stoły zastawione między innymi gęsiną, mające przypominać o zbliżającym się okresie adwentu.

W okresie PRL-u, uroczystości świętomarcińskie zostały zapomniane i zastąpione bardziej ważnym dniem odzyskania Niepodległości. Patriotyzm i pamięć o ojczyźnie są najważniejsze, nie ma to tamo. Nie mówię oczywiście, że to źle, ale zwyczajnie nie wypada całkowicie zapominać o gęsi, która również jest nieodłącznym elementem tego dnia.

Gęsina

goose

Gęsina niewątpliwie stanowi jeden z najważniejszych elementów polskiego dziedzictwa kulinarnego i to bardzo dobrze, że wracamy do tej zapomnianej tradycji po wielu dziesięcioleciach. Najstarsza polska książka kulinarna – Compendium Ferculorum – sugeruje podawanie mięsa na zimno, z sosem z czerwonego wina, ale przecież każde wariacje w tym temacie są jak najbardziej dozwolone. Większość z nas lubi drób, więc wystarczy przygotować go na ten znany przez siebie sposób.

Ciężko tu jednoznacznie określić przepis na przyrządzenie gęsiny. Najsmaczniejsze jest mięso z młodych sztuk, które ważą 3-4 kg. Gęś można faszerować jabłkami, gruszkami czy suszonymi śliwkami i kaszą gryczaną. Najlepiej do niego pasują przyprawy, takie jak: majeranek, kminek mielony, rozmaryn, jałowiec, a także imbir. Receptur jest mnóstwo i wystarczy tylko zdecydować się na jedną.

Rogale świętomarcińskie

Rogale to zdecydowanie coś dla łasuchów, czyli właściwie dla mnie. Ich tradycja wywodzi się już podobno z czasów pogańskich, ale kto wie ile naprawdę w tym prawdy. Pewnym jest, iż obyczaj ten istnieje nieprzerwanie od połowy XIX wieku i nie będzie tutaj dodatkowego zaskoczenia kiedy powiem, że wywodzi się z Poznania. Cukiernicy ze stolicy Wielkopolski mają go na wyłączność i właściwie nic w tym dziwnego – wyrób powstał właśnie tam.

rogal rogal2 rogal3

Rogal marciński to zwinięte na kształt podkowy ciasto półfrancuskie nadziane białym makiem oraz innymi dodatkami nadającymi mu smak. Udekorowany jest pomadą i rozdrobnionymi orzechami – wygląda przez to niezwykle apetycznie, a jego zapach wprost woła do nas „Zjedz mnie!”. Nie będę opowiadał jak smakuje, gdyż zapewne większość z was próbowała już czegoś podobnego. A jeżeli nie – to zdecydowanie polecam.

Młode wino świętomarcińskie

winko

Kilkuletnia promocja gęsiny na święto Niepodległości odniosła niebywały sukces. Gęsina jest obecna w mediach, w restauracjach, a także w sklepach i na stołach. Podobną drogą zdaje się podążać wino świętomarcińskie. Zaledwie dwa lata temu Winnica Srebrna Góra wyprodukowała po raz pierwszy młode wino, a już zyskało ono taką popularność. W tym roku proponuje je co najmniej kilka winnic, cały zapas zostaje wyczerpany w ciągu kilku dni. I coraz częściej jest równie dobre lub lepsze od swoich francuskich czy włoskich odpowiedników. Gdyby nie ograniczone możliwości sprzedaży, polskie młode wino szybko podbiłoby rynek – jest naprawdę godne polecenia.

Akcja „Gęsina na świętego Marcina”

gesina

Warto odróżniać fakt reaktywowania tradycji od ich tworzenia. Jeśli ktoś powie, że ta tradycja to coś nowego i niesprawdzonego, jest w błędzie. Obyczaj ten jest bardzo stary, a tylko przez kilkadziesiąt ostatnich lat został zapomniany i teraz odtwarzamy go na nowo.

Inicjatywa rozeszła się po Polsce już kilka lat temu i obecnie ma wielu propagatorów w całym kraju. Zdecydowanie najbardziej popularną, nie biorąc pod uwagę wielu, wielu innych, jest akcja „Gęsina na św. Marcina” organizowana przez Slow Food Polska.

W jej ramach, w dniach 6 listopada – 13 grudnia będziemy mieli okazję spróbować potraw z tradycyjnej, polskiej gęsi, serwowanej w dziesiątkach restauracji w całej Polsce. Setki odsłon dań z gęsiny zdecydowanie pozwolą rozpowszechnić, a następnie utrzymać ten niedawno odświeżony obyczaj kulinarny.

Pełną listę lokali które biorą udział w akcji i w których będziemy mogli spróbować wielu popisowych dań znajdziemy pod adresem poniżej:

Restauracje – Gęsina na św. Marcina

Osobiście chciałbym zachęcić do zwrócenia uwagi na dzień świętego Marcina pod szerszym kątem, nie zapominając przy tym o święcie Niepodległości. Sami powiedzcie – jak inaczej wykazywać postawę patriotyczną, jak nie poprzez kultywację polskich tradycji i obyczajów?

Kategorie
Blog

Czy przez nową reformę edukacji grozi nam rewolucja w szkołach?

Pod koniec czerwca Minister Edukacji Narodowej zapowiedziała bardzo odważne zmiany mające nastąpić w polskim systemie edukacji. Chyba każdy o tym słyszał: pozbycie się gimnazjum, powrót do czteroletniego liceum i ośmioletniej podstawówki, a także wiele innych metamorfoz. Projektu jeszcze nie ma, więc istnieje nadzieja, że pozostaniemy przy starej formie oświaty. A przynajmniej mam taką nadzieję, bo według mnie, nadchodzące zmiany nie wróżą niczego dobrego. Absolutnie niczego.

.
Jestem ministrem, więc pokażę, że mogę coś zrobić

To będzie zmiana dla samej idei zrobienia czegoś. Nieprzemyślana, mogąca uderzyć nie tylko w nauczycieli, ale także najmłodsze pokolenie uczniów. Nie potrafię zrozumieć po co robić coś takiego, skoro skutek może być tylko negatywny. Powrót do przeszłości, cofnięcie się o kilkanaście lat.

Ale elektorat będzie zadowolony, bo przecież w jego skład wchodzą ludzie, którzy dobrze pamiętają minioną epokę, w której wykształcono tak wielu znanych naukowców i specjalistów. A przecież dzisiejsza szkoła to wylęgarnia patologii – istna sodoma i gomora. Problem w tym, że nie znają oni współczesnej szkoły i bazują jedynie na domysłach i plotkach.

I najgorsze jest to, że grono ludzi pomyśli, że dzięki przeciągnięciu podstawówek o 2 klasy, dzieci nagle staną się mądrzejsze i grzeczniejsze. Że dzięki likwidacji gimnazjów, skończą się problemy z narkotykami, fajkami i alkoholem u dojrzewających nastolatków.

Podpowiadam: gówno to zmieni. Zmieniając system, nie wpływamy aż tak bardzo na ludzi.

.
Co może przynieść reforma i dlaczego jest niepotrzebna?

.
1. Dłuższa, ośmioletnia podstawówka.

Zdaniem polityków, dwa, ale dłuższe etapy nauki pozwolą poprawić stan i jakość wiedzy młodych ludzi. Przeczytajcie to zdanie jeszcze raz i pomyślcie dobrze. W obecnym systemie uczymy się 12 lat, przy planowanych zmianach też będzie to 12 lat, tylko w innym podziale. Dlaczego, do cholery, inny rozkład klas czy szkół miałby wpłynąć na stan mojej wiedzy?

Jeśli trafię na gównianego nauczyciela na początku szkoły i będę się z nim męczył przez 8 lat, to idąc do szkoły średniej nie będę potrafił nic zrobić. Sprawa jest prosta. Nauczyć się więcej mógłbym w chwili, gdybym przed maturą zyskał ten dodatkowy rok lub ewentualnie miałbym powiększoną liczbę godzin z konkretnego przedmiotu – i tyle. Tak to wygląda w praktyce, nie teorii. Jak pisałem wcześniej – zmiana dla samej idei.

.
2. Likwidacja gimnazjów.

Zacytuję pana prezydenta.

To jest bardzo drastyczne porównanie, ale sytuacja w gimnazjach trochę taka jest: przychodzi młodzież w trudnym wieku na trzy lata i wszyscy wiedzą, że to okres przejściowy, bo jeszcze nie zdążą zagrzać miejsca, a już odchodzą.

Więc tak, drodzy czytelnicy – usunięcie gimnazjów sprawi, że wyplenimy z młodzieży te złe zachowania i sprawimy, że ich hormony nie będą buzować. Po ich likwidacji wredne chłopaczyska, nie stroniące od jarania zioła i fajek za szkołą, nagle staną się potulne jak baranki. Bo przecież nie ma już gimnazjów, więc po co mamy szaleć?

Mnie tam wydaje się, że ten okres buntu nie zależy właściwie od szkoły, do jakiej młodzież uczęszcza, ale od naturalnych przemian w ich organizmach, które przypadają na konkretne lata ich rozwoju. Czternastolatek z gimnazjum będzie zachowywał się dokładnie tak samo, tylko będzie czternastolatkiem z podstawówki, mogącym terroryzować nie tylko młodszych od siebie o rok, ale o 5 lat. Swoją drogą – wiedzieliście, że w szkołach podstawowych dochodzi do przemocy częściej, niż w gimnazjach?

Ale co ja tam wiem – jestem tylko blogerem, nie prezydentem. W końcu nauczył mnie tego zły i niepotrzebny nikomu system edukacji, przed którym trzeba czym prędzej spieprzać.

A, jeszcze jedno – całkiem możliwe, że klasy V-VII będą miały lekcje w budynkach gimnazjum, tylko pod szyldem jednej, wspólnej podstawówki. Dobra zmiana, nie?

.
3. Więcej historii! Mniej języków!

Uczeń musi znać literaturę, czytać i znać swoją historię, bo wtedy zna swoją tożsamość i jest patriotą gospodarczym.

Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska, w zdaniu powyżej tylko potwierdziła moje obawy co do słuszności przewidywanych zmian. Otóż nie zgadzam się – mówię nie nadmiernej edukacji historycznej, a w szczególności budowaniu w młodym pokoleniu zachowań narodowo-patriotycznych. Wiecie dlaczego? Tutaj macie odpowiedź:

dresy

Skończcie z pieprzeniem, że Polska jest narodem wybranym i koniecznie trzeba czcić narodowe święta w sposób, jaki robią to ludzie przedstawieni na zdjęciu. Skończcie z nazywaniem nas Wielką Polską i budowaniem w młodym pokoleniu nastrojów antysemickich, ksenofobicznych i homofobicznych.

Zamiast pokazywać młodzieży tak wielu pomników narodowych bohaterów, zabierzcie ich za granicę. Niech poznają ludzi różnych od siebie, dostrzegą te różnice i zobaczą, jak wygląda świat. Niech ich patriotyzm objawia się w sprzątnięciu gówna po swoim psie, a nie sięgnięcie za szabelkę i dźganiu nią Niemca, który przecież jest naszym odwiecznym wrogiem. Nauczcie ich, że historię budują oni sami poprzez życie zgodne z zasadami, a nie rysowanie na ścianach symboli Polski Walczącej.

Nie twierdzę, że powinniśmy całkowicie zapomnieć o naszej historii. Ale patrzmy też na pozytywy w naszych dziejach, nie tylko na porażki oraz ludzi, którzy nam ich przysporzyli. Nie budujmy w młodzieży nienawiści ale uczmy ich, że życie nie toczy się tylko nad Wisłą.

.
4. Nauczyciele.

Ci to naprawdę mogą mieć przechlapane i tak naprawdę odnoszę wrażenie, że to właśnie z ich wynagrodzeń rząd pragnie odbić sobie troszkę pieniędzy na obietnice, które złożył.

W Polsce mamy ponad 7,5 tysiąca gimnazjów, które mogą zostać zlikwidowane. Nie wszyscy znajdą pracę w podstawówkach czy liceach – głównie przez to, że nauczyciel jest przystosowany do nauczania konkretnego materiału przez kilka lat z rzędu. Poza tym – dyrektor podstawówki zawsze chętniej zostawi „swojego” niż przyjmie na etat człowieka, który właśnie stracił pracę. Bo z tamtym kawa w pokoju nauczycielskim smakuje lepiej.

Ale cóż, z czegoś trzeba finansować dzieci ludzi, który nie chcą ruszyć tyłka do normalnej pracy, bo odbiorą im świadczenia.

.

Podsumowując, biorąc pod uwagę zdania nauczycieli, którzy jednak znają się na tym lepiej niż ludzie nie mający zielonego pojęcia o funkcjonowaniu systemu oświaty „od kuchni”, zmiana nie jest wcale potrzebna.

Nie da to nic przyszłym pokoleniom uczniów – ktoś, kto nie chce się uczyć zawsze będzie trudnym dzieckiem. Ktoś urodzony jako geniusz – pozostanie nim. Edukacja zależy od samych dzieci. Dopóki człowiek nie dostanie dodatkowego bodźca w postaci innego materiału i praktycznego, nie wyłącznie teoretycznego podejścia do nauki, samo rozdzielenie edukacji z dwu- do trzyetapowego, niewiele da.

W końcu nie możemy mieć w Polsce samych historyków i bojowników o jej wolność. Za dużo pozostało do odkrycia gdzie indziej.

Kategorie
Blog

13. Międzynarodowe Targi Wina ENOEXPO

To już moja druga wizyta w EXPO Kraków w ciągu minionych dwóch tygodni. Tym razem pojawiłem się tam w ostatnim dniu trwania targów ENOEXPO, na których można było zetknąć się ze światem winiarzy – producentów oraz importerów tych trunków z całego świata. Impreza trwała trzy dni (4-6 listopada) i teraz, gdy emocje nieco już opadły, jestem w stanie opisać czego – jako osoba początkująca – doświadczyłem.

Nie zajmuję się winem zawodowo. Hobbystycznie też nie. No dobra, właściwie to wcale nie zajmuję się winem, a jednak za namową blurpppa postanowiłem spróbować czegoś nowego i jak dla mnie był to strzał w dziesiątkę. Enologia to raczej zamknięta dziedzina i w swoich szeregach ma wielu wybitnych ekspertów, jednak czasem może być przydatne spojrzenie osoby niezwiązanej z branżą, totalnego laika. Pozwala to na trafienie do odbiorców, którzy wielu rzeczy nie wiedzą, a od czegoś muszą zacząć.

ORGANIZACJA
EXPO Kraków.

EXPO Kraków.

Przygotowanie eventu nie zawiodło. Hala nie była wypełniona po brzegi, a to dlatego, że branża winiarska jest zdecydowanie mniej szeroka niż przykładowo literacka, dla której owiane sławą wydarzenie odbywało się przed dwoma tygodniami. To oczywiście jest plus, gdyż wewnątrz nie spotkałem chorych tłumów i łatwiej było odnaleźć to, czego się szukało. Ciekawi mnie tylko fakt, ile osób zupełnie niezaznajomionych z winem znalazło się tam wraz ze mną.

Ceny za wejście nieco odstraszały, gdyż bilet normalny na jeden dzień kosztował aż 40zł, natomiast po dokonaniu szybkiej rejestracji bezpośrednio na miejscu koszt zmniejszał się do 25zł. Śmiem przypuszczać, iż tak naprawdę osób, które zapłaciły za wejście było bardzo mało, gdyż każdy zajmujący się enologią na poważnie zwyczajnie mógł postarać się o bezpłatne zaproszenie. To w końcu targi branżowe, więc przeznaczone głównie dla nich i nie ma co wymagać cudów organizacyjnych dla przeciętnych zjadaczy chleba.

Dodatkową opłatą na wejściu była zwrotna kaucja za kieliszek – wszak w czymś trzeba było to wino pić. W związku z tym trzeba było mieć przy sobie 10zł, które w przypadku zgubienia lub zniszczenia kieliszka zostały nam zabierane.

WINA
111

Stoisko z winami hiszpańskimi.

Było ich tuta na pęczki i chyba nikt nie oczekiwał, że może być inaczej. Każdy koneser, jak i dopiero zaczynający swoją przygodę z winem, mógł tutaj znaleźć coś dla siebie. Jeśli stwierdzę, że były to tysiące butelek do zobaczenia, nie powinienem się pomylić. To bardzo dużo, szczególnie na początek, dlatego starałem się nieco ograniczać i zapamiętywać jak najwięcej szczegółów dotyczących smaku, jak i zapachu (ust i nosa). Białe, czerwone, różowe, słodkie, wytrawne – wystarczyło tylko powiedzieć które najbardziej Ci odpowiada, a następnie delektować jego smakiem.

Od gości targów mogliśmy dowiedzieć się wielu istotnych rzeczy na temat sztuki degustacji, rozpoznawania walorów smakowych, wizualnych i zapachowych win z całego świata. A właściwie to nie tylko tego – nikt nie mógł przecież zabronić nam zwykłej rozmowy na temat obyczajów, kultury, czy innych istotnych rzeczy związanych z ojczystymi krajami winiarzy zza granicy. I dlatego w moim przypadku, trzymając w ręku napełniony kieliszek, oprócz lekcji jakie pobierałem od innych, w myślach zajmowałem się planowaniem wakacji we wszystkich możliwych miejscach które kiedyś chciałem zobaczyć.

666

Zawsze chciałem odwiedzić Grecję i na tę jedną chwilę stało się to możliwe dzięki winom prezentowanym przez Thomasa Karpenisisa pochodzącego z Salonik. Prezentowana wyżej Maronia Mavroudi z winnicy Tsantali idealnie trafiła w mój gust. Z Grekiem rozmawiałem niecałą godzinę, a ten zabrał mnie w wycieczkę po jego ojczystym kraju, prezentując różne smaki i opowiadając wiele ciekawych szczegółów na temat prezentowanych trunków.

Uwagę przykuwa już sama etykieta – zapewne nawiązuje ona do historycznych trackich koni, aczkolwiek mogę się mylić. Kolor wina jest rubinowo czerwony, porównywalny do innych prezentowanych przez Thomasa, jak gdyby szczepy winogron użytych do produkcji dawały taką właśnie barwę. Otok wydawał się nieco jaśniejszy. Co osobiście mnie urzekło, nos przywołał na myśl aromaty czerwonych owoców oraz nieco pikanterii, a kilkukrotne zakręcenie kieliszkiem pozwoliło na uwolnienie kilku dodatkowych, niewyczuwalnych wcześniej, aromatów.

Usta to dokładnie to samo co nos, z dodatkową nutką wanilii idealnie zabijającej taniny (na szczęście). Smak wydawał się zbalansowany przez połączenie lekkiej kwasowości z działaniem smaków owocowych. Wyobraziłem sobie kawałek surowej wołowiny oraz twardszą odmianę żółtego sera; sądzę, że z nimi smakowałoby jeszcze lepiej.

Podobne wrażenia miałem w przypadku wielu innych win, jednak musiałbym opisywać każde z osobna aby w pełni oddać uczucia jakich doświadczyłem. Nie starczyłoby mi na to czasu, wobec czego postanowiłem zatrzymać się tylko na tym jednym.

PRODUCENCI
Stoisko win portugalskich.

Stoisko win portugalskich.

Do odwiedzenia mieliśmy stoiska producentów win z całego świata. Nie musieliśmy oczywiście spotykać ich bezpośrednio, w wielu przypadkach byli to przedstawiciele winiarzy z różnych części globu. Austria, Niemcy, Francja, Włochy, Hiszpania, Portugalia, Ukraina, Grecja, Armenia – wszystkie te kraje tego jednego dnia były w zasięgu naszej ręki; mogliśmy dowiedzieć się od gości targów wszystkiego, czego tylko chcieliśmy.

Ostatni dzień ewidentnie nie był przeznaczony w całości dla gości branżowych, w związku z czym doświadczyłem paru nieciekawych incydentów, a w zasadzie zwyczajnego chamstwa. Podchodząc z kieliszkiem do niektórych stoisk, najpierw zostałem zasypywany pytaniami typu: „Czym się zajmujesz?”, „Jesteś blogerem winnym?”, „Możesz nas wypromować, polecić importerowi?”, jak gdyby zwykły człowiek, który przybył tutaj dla zabicia nudy i dobrej zabawy, zupełnie się nie liczył. Odpowiadając na początku, że studiuję i w zasadzie nie zajmuję się winami, spotykałem się z arogancja ze strony promujących wina. Zdarzyło się nawet, że trzy osoby odwróciły się ode mnie plecami i nie chciały więcej rozmawiać (młodzi winiarze z Odessy).

Jest to całkiem zrozumiałe. Co prawda nic nie może usprawiedliwiać takiego zachowania, jednak goście przybyli tutaj aby zaprezentować się od jak najlepszej strony głównie tym, którzy mogą im coś zapewnić. Nie bez powodu przemierza się tysiące kilometrów – musi być w tym jakiś większy cel. Jest nim sprzedaż.

INNE

444

Oprócz win, na targach mieliśmy także możliwość przekąszenia czegoś na szybko (wszak świat wina to także znakomite potrawy i idealne dopasowanie smaków tych dwóch rzeczy). Goście targów chętnie częstowali przeróżnymi wypiekami (na górze widzimy croissanty), promując swoje produkty jak najlepiej potrafili. Mogliśmy spróbować smaków różnych serów, wędlin, mięs i wielu, wielu innych. Liczył się przede wszystkim zysk, ale przecież zawsze można spróbować tego, co chce się kupić.

Do tego wszystkiego, na targach były również stoiska z regionalnymi piwami oraz cydrami, wobec czego koneserzy tych trunków nie mogli poczuć się urażeni. Pamiętajmy jednak, że to przede wszystkim targi wina i dlatego nie ma co narzekać, że tych stanowisk było za mało.

PODSUMOWANIE
Pamiątka. Zmywalna.

Pamiątka. Zmywalna.

Targi wina ENOEXPO były dla mnie jednym z kilku pierwszych większych doświadczeń związanych ze sztuka degustacji, zetknięciem się ze światem producentów win z całego globu. Mało kto wie, że wino to nie Carlo Rossi, a jego ceny czasami mogą być zadziwiające i adekwatne do wrażeń jakie otrzymujemy w zamian. Co prawda wino nie było nigdy częścią polskiej kultury porównując to do krajów takich jak Hiszpania, Włochy czy Francja, ale może warto zmienić to myślenie?

Impreza ta była doskonałą okazją dla początkujących, chcących poszerzyć swoją wiedzę z tego zakresu – możliwości ku temu zdarzały się na każdym kroku. To samo tyczy się osób związanych z branżą, gdyż te na pewno miały w czym przebierać. Nie było się czego obawiać, wystarczyło tam być i cieszyć się nieznanym wcześniej światem.

Kategorie
Blog

5 rodzajów manipulacji przyciskiem „Lubię to” na Facebooku

W dzisiejszych czasach Facebook jest jednym z najpopularniejszych portali społecznościowych i chyba nie trzeba o tym nikomu mówić. Jego popularność nie jest zła, nawet pomimo tego, że dla niektórych staje się wręcz nałogiem, któremu nie można się oprzeć.

Zasadnicze pytanie brzmi: jaką tak naprawdę moc posiada przycisk „lubię to”? Jak myślicie, czy jest to w dzisiejszych czasach wyznacznik sławy i popularności? Czy może mieć negatywny skutek na osoby, dla których Facebook jest nieodłączna częścią życia? Czy można kogoś zabić brakiem kliknięcia?
1. Celowe wstrzymywanie się od polubień

Jeśli pragniesz komuś wysłać wiadomość, że go nie lubisz, to wystarczy, że nie polubisz jego najnowszego statusu. A spróbuj dodać do tego fakt, że ta osoba ciągle spogląda na twoje uaktualnienia profilu, lakuje je i ewidentnie oczekuje tego samego w zamian. Reakcja gwarantowana – u tej osoby oczekiwanie na powiadomienie stanie się prawdziwą katorgą, aż w końcu monotonia zamieni się w irytację, a następnie złość.

Zasadnicze pytanie brzmi – czemu go to obchodzi?
2. „Nie lubię tego”

Ostatnimi czasy mówi się o wprowadzeniu tego przycisku na Facebooku, co mogłoby znacznie usprawnić komunikację tak-nie pomiędzy użytkownikami. Pomogłoby to w wielu sytuacjach, których ciągle, poprzez obserwowane strony, jesteśmy widzami: ogłoszenia o śmierci, chorobach, czy innych negatywnych rzeczach które spotykają ludzi tudzież inne gatunki świata zwierząt. Osobiście zwyczajnie nie wiem jak zachowywać się w takich sytuacjach, a wciśnięcie przycisku „lubię to” staje się wyzwaniem – wypada to zrobić, czy raczej nie?

Momentami tak bardzo komuś współczujemy i tak ogromnie chcemy dać upust swojemu żalowi i smutkowi, że przycisk „nie lubię” aż prosi się o dodanie. Bo niby po co mielibyśmy tracić kilka minut z naszego życia i napisać rzeczowy komentarz na ten temat, prawda?
3. Liczę na rewanżyk

Chyba każdy zna ludzi którzy nieustannie lajkują wszystko co się tylko rusza. Bo kolega, bo rodzina, bo tak wypada. Powód nie jest ważny, ale znaczący jest sam fakt, że tacy użytkownicy istnieją. Mogą to nawet nie być znajomi, których nie znasz osobiście, ale jednak są oni twoimi największymi fanami.

Standardowy protokół Facebooka sugeruje nam, że zwracamy na coś uwagę i odwzajemniamy polubienie. Dlatego zwykle tak często oceniamy znajomości z ludźmi przez pryzmat tego, czy ta interesuje się naszym życiem i zwiększa pulę naszych kliknięć pod postem. Taka cyber-sympatia, która sprawia, że niekiedy widzimy świat przez różowe (albo raczej błękitne) okulary.
4. Dobre maniery

Niektórzy mogą sądzić, że wyznacznikiem dobrego wychowania jest lubienie postów swoich znajomych.

To grzeczne, nie trzeba nawet czytać co udostępniają; do szczęścia wystarczy jedno kliknięcie. – powiadają niektórzy. Co jednak wtedy, kiedy status nie jest spójny z naszymi przekonaniami i zwyczajnie się z nim nie zgadzamy? Wtedy wystarczy pokornie polubić zdjęcia znajomego!

Myślę, że każdy tak ma: wasi wirtualni znajomi będący największymi lajkowiczami oraz komentatorami wydają się wam nieco bardziej bliżsi. To raczej absurd, ale także bardzo ciekawy fenomen, który realnie ma miejsce. Dlatego żeby nie wyjść na niegrzecznego – lajkuj. I lajkuj. I lajkuj.
5. Bieda w komentarzach

Zdarza się to każdemu z nas. Klikamy przycisk „lubię to” po to, żeby zgodzić się z kimś w danej sprawie i uniknąć konieczności skomentowania wpisu. Czasem dlatego, że komentarz może komuś pomóc lub kogoś obrazić. W niektórych przypadkach dlatego, że nie chcemy brać udziału w dyskusji lub swoją wypowiedzią wywoływać pożogi.

Ten punkt trochę nas odłącza od rzeczywistości, szczególnie po to, że social media są stworzone do tego, aby nie ograniczać się na pustych lajkach, ale komentować, wyrażać swoje opinie i kontaktować się ze wszystkimi pod słońcem!

Ten rodzaj polubienia jest w tym wypadku typem komentarza w stylu: „Mam to gdzieś. Kliknę like dla świętego spokoju.”

Zbierając to wszystko do kupy, zastanówmy się na poważnie – po co tak naprawdę lajkujemy? Z przyzwyczajenia? Bo to łatwiejsze i szybsze niż choćby krótki opis tego, co chcemy przekazać?

Lajkujemy, ponieważ mamy taką możliwość. A więc, szanowni – kciuk w górę i lajk! Fb_like_button

Kategorie
Blog

Dlaczego mężczyźni nie słuchają kobiet?

Kobiety bardzo często, zwłaszcza w odniesieniu do długotrwałych związków, narzekają na to, że mężczyźni ich nie słuchają. Nie chcą, nie potrafią, trudno im jest je zrozumieć, niekiedy skupiają się na czymś innym i poproszeni o powtórzenie tego, co usłyszeli, nie będą w stanie tego zrobić. Dodatkowo niekiedy wcale nie reagują na prośby z ich strony. Jak to więc właściwie jest? Dlaczego my – faceci nie interesujemy się tym, co płeć przeciwna ma nam do powiedzenia?

Nie sugerujcie się tytułem – nie odnosi się on bezpośrednio do wszystkich mężczyzn żyjących na tej planecie. Każdy z nas jest inny, jednak większości da się przyporządkować ogół cech charakterystycznych dla danej płci, narodowości, obyczajowości – i tak właśnie powstają stereotypy. Jak właśnie ten opisywany w tym artykule.

Komunikacja to podstawa

Fundamentem i najważniejszą regułą każdego związku powinna być umiejętność dogadania się w każdej, choćby najmniej ważnej, sprawie. Tylko podczas rozmowy jesteśmy w stanie rozwiązać poważniejsze konflikty w związku i jej brak prędzej czy później może doprowadzić do jego rozpadu – dlatego jest to kluczowa umiejętność, którą każdy człowiek angażujący się w życie z inną osobą powinien posiadać.

Na dobrą sprawę, mówimy dokładnie tyle samo. Większość myśli, że to kobiety wypowiadają więcej słów i przez to mężczyźni nie potrafią ich zrozumieć. Fakt jest jednak zupełnie inny – nie ma pomiędzy nami żadnej różnicy w tym zakresie, dlatego bardzo ciężko określić gdzie leży problem.

Zasadnicze pytanie brzmi, co tak naprawdę jest ważniejsze? Mówienie czy słuchanie? Mimo tego, że to obydwie rzeczy świadczą o udanej konwersacji, ludzie są skłonni wyrzucać z siebie więcej słów, z pominięciem ich wychwytywania z ust drugiej osoby. Czasami pokazanie naszej personalnej opinii staje się dla nas tak ważne, że zwyczajnie zapominamy o aspekcie wczucia się w sytuację drugiej osoby i przez to pomijamy wymawiane przez nią zdania.

Dlatego nie jest do końca tak, że faceci nie słuchają kobiet. W wielu przypadkach dobrze wiedzą, co te powiedziały, a brak odpowiedzi z ich strony nie świadczy o niezrozumieniu ich słów, ale o niechęci angażowania się w konwersację.

Wolimy milczeć, by uniknąć potencjalnych problemów, a nasz brak odpowiedzi świadczy o tym, że nie słuchamy.

Mea culpa

Kobietom może być ciężko zrozumieć, że mężczyźni czasami celowo decydują o nieangażowaniu się w konwersacje na niektóre tematy. Jesteśmy prości, nie debatujemy na zbyt ambitne (konstruktywne) sprawy i nie zabieramy głosu gdy w konwersacji brakuje argumentów. Jest to zdecydowanie prawda, co chciałbym zilustrować na pewnym przykładzie:

1d1ef5c7-018e-47fd-b90a-025b9a2eacef

Mężczyzna może z góry przewidzieć, że wysłuchiwanie jego partnerki, kiedy ona zwierza mu się z jej uczuć, wcale nie poprawi sytuacji. Ba, odezwanie się może nawet zaostrzyć sytuację i sprawić, że będzie jeszcze gorzej, a wina będzie po jego stronie. Sądzę, że ta sytuacja „i tak źle, i tak niedobrze” jest dobrze znana przez każdego z nas i ciężko nam, mężczyznom, znaleźć odpowiednie słowa na wybrnięcie z niej. Dlatego wtedy milczymy.

Niech przykładowo facet zapomni (broń Panie Boże!) o jakiejś ważnej dla jego partnerki uroczystości. Może to być ich wspólna rocznica, urodziny, imieniny, czy cokolwiek innego – nie ma to większego znaczenia. Wtedy mężczyzna martwi się, że przeciw niemu zostaną użyte argumenty największego kalibru – jak przykładowo wszystkie błędy, które dawniej popełnił czy fakt, że kobieta czuje się niekochana, niedoceniona i zapomniana. Wszystko po to, by wzbudzić w nim jak największe poczucie winy.

„Facetom zależy tylko na seksie”

Wiele kobiet twierdzi, że umysły ich i mężczyzn dzieli niewidzialna bariera, której czasami nie da się pokonać. Wyróżniają nas sposoby wyrażania uczuć, rozumienia bodźców i postrzegania drugiej osoby.

Przytaczając opisaną wyżej sytuację nawiązującą do zapomnienia o urodzinach partnerki, mężczyzna może wywnioskować, że kobieta zwyczajnie przesadza i po prostu odpuszcza, nie chcąc sprawiać jej większej przykrości. I wtedy da się z jej ust słyszeć oskarżenia, że nie słucha i zależy mu tylko na seksie.

Teoretycznie więc, w takich sytuacjach jesteśmy ofiarami, ale też jesteśmy sami sobie winni.

Ze strony męskiej – to bardzo frustrujące i irytujące kiedy doskonale wiedzą jak rozwiązać problem, ale aby uniknąć większego nieporozumienia, muszą milczeć i siedzieć z założonymi rękoma.

Przewidywania

Nie słuchamy, gdyż czasami wolimy wybrać krótszą trasę do końca konwersacji. Drogę na skróty, która uwzględnia nasze przypuszczenia na temat tego, jak konwersacja może się skończyć.

Bazując na własnych doświadczeniach i umiejętności zrozumienia naszych partnerek, z góry przewidujemy co wydarzy się gdy ta skończy opowiadanie. Wtedy alienujemy się, postanawiając nie wypowiadać się na ten temat – w końcu dokładnie wiemy, co i gdzie się wydarzy, prawda?

Nasze zaskoczenie przychodzi w chwili kiedy kobieta w trakcie rozmowy nagle zmienia kilka faktów, ale my już nie potrafimy tych różnic wskazać. Bo przecież nie słuchaliśmy i nie byliśmy zaangażowani w rozmowę, wiedzieliśmy jaka będzie końcówka. Cóż, nie do końca.

Lenistwo

Każdy przechodzi chwile, w których wolałby zostać sam. Przykryty płaszczem własnych myśli nie wychodzić z otwartymi ramionami do świata zewnętrznego. W wielu przypadkach po prostu nam się nie chce. Mogliśmy mieć gorszy dzień w pracy, szkole, na uczelni, ktoś mógł wyprowadzić nas z równowagi, a na dodatek musimy teraz wysłuchiwać tego, co partnerka ma nam do powiedzenia.

man-on-couch

Słuchanie to wysiłek, którego mężczyźni pragną czasami uniknąć.

.

Podsumowując, to nie jest do końca tak, że faceci nie chcą słuchać. Czasami nie mogą, w niektórych przypadkach nawet zdarzy im się wszystko zrozumieć, ale nie chcą brać udziału w konwersacji, przewidując z góry jej rezultat.

Liczy się jednak przede wszystkim rozmowa – dlatego gdy nic z niej nie wynika, może warto przełożyć ją na inny dzień, spróbować dojść wspólnie do kompromisu i przede wszystkim wysłuchać co do powiedzenia ma druga strona. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna.

Kategorie
Blog

Jak praktycznie i tanio urządzić pokój dla studenta?

Czasami, jako studenci, musimy pożegnać się z rodzinnym domem i rozpocząć naukę w innym mieście. Część z nas decyduje się na współdzielenie pokoju w akademiku, inni wolą wynająć pokój w mieszkaniu, w którym mogą spędzić nawet kilka następnych lat. Dlatego pomieszczenie w którym przyjdzie nam żyć nie powinno być tylko i wyłącznie „spalnią”, ale także miejscem praktycznym i dobrze urządzonym. Pokojem, do którego zawsze będziemy wchodzić z uśmiechem na twarzy.

.

Jako absolwent budownictwa i architektury stawiam przede wszystkim na funkcjonalność i spójność wnętrza. Naprawdę nie ma znaczenia to, czy kolor mebli będzie współgrał z twoim charakterem lub czy obraz wiszący na ścianie będzie przedstawiał krajobraz czy panoramę Nowego Jorku. Chodzi o zastanowienie się nad prostym faktem, czy zamiast niefunkcjonalnego obrazu nie potrzebowałbyś raczej bardziej użytecznej tablicy korkowej?

.

Ten wpis ma przekonać cię do tego, że urządzany przez ciebie pokój ma służyć przede wszystkim tobie i to, czego w nim szukasz to praktyczne rozwiązania na studencką kieszeń.

.
Na co powinieneś zwracać uwagę?

Jak pisałem wyżej – nie będę wdawał się w szczegóły, które tak naprawdę oprócz efektu wizualnego nie świadczą o niczym innym. Bądźmy szczerzy – nie znam żadnego studenta, który przykładałby większą wagę do faktury swoich firanek czy koloru zasłon – z reguły dekoracje, które zastajemy w wynajmowanym mieszkaniu, towarzyszą nam już do momentu wyprowadzki.

Jeśli chodzi o studencki pokój to lepiej zwrócić uwagę na możliwość pomieszczenia wielu rzeczy na stosunkowo małej przestrzeni. Dodatkowo chodzi nam także o to, by wszystko było w zasięgu naszych rąk – o fakt, byśmy świetnie wiedzieli co gdzie się znajduje.

.
Jakich mebli konkretnie potrzebujesz?

.
Łożko

Spędzisz w nim jedną trzecią swojego życia. W trakcie sesji – jedną ósmą. Wiele osób zapomina o tym, że łóżko również musi być funkcjonalne i oprócz zagwarantowania nam miłego i spokojnego snu, może także pomieścić w sobie wiele szpargałów, których nie możemy nigdzie indziej przechowywać.

To, czego szukasz, to rozkładana sofa lub wersalka. Nie żadne królewskie łoże z niesamowitym materacem, gdyż to w ciągu dnia nie zamieni się w mały magazynek na pościel i inne nieużywane przez ciebie na co dzień rzeczy. Przy wyborze zwróć koniecznie uwagę na jego długość – chyba nikt z nas nie lubi, kiedy podczas snu stopy wystają poza krawędź. Problemy wysokich ludzi.

Rozkładane łóżko zajmuje stosunkowo mało miejsca, a po rozłożeniu jest wystarczająco szerokie na pomieszczenie nawet dwóch osób. Jeśli lubisz uczyć się w pościeli – tym lepiej dla ciebie – będzie wystarczająco duże by pomieścić całą twoją biblioteczkę.

234

Niezbędne dodatki:

W przypadku gdy wieczory z książką wolisz spędzać na łóżku niż przy biurku, warto zaopatrzyć się w małą szafkę nocną. Kwestia wygody – chodzi o to, by tuż przed pójściem spać nie wychodzić spod cieplutkiej kołdry, a książkę i telefon trzymać na szafce, nie na podłodze.

5

Dodatkowo, następną niezbędną i bardzo przydatną rzeczą jest nocna lampka – dobre oświetlenie podczas czytania to podstawa. Postawiona na szafce sprawi, że nie trzeba będzie wstawać z łóżka by zgasić światło. Wszystko w zasięgu ręki.

6

.
Biurko

Jeśli nie śpisz to nie ukrywajmy, ale jako student większość czasu spędzasz przy komputerze. I może to być przeglądanie Facebooka, tworzenie dokumentów, wypełnianie papierów, odrabianie pracy domowej. Jednym słowem – wszystko.

Dodatkowo, student rzadko kiedy decyduje się na kupno osobnego stołu jako miejsca do jedzenia. Zwykle ograniczamy się w tej kwestii do spożywania posiłków na biurku – dlatego własnie musi być ono wyjątkowo duże i praktyczne.

Naprawdę – w ten mebel warto zainwestować. Nie ma co ograniczać się do wąskiego i krótkiego blatu, na którym pomieszczenie dwóch rzędów kartek A4 graniczy z cudem. Każdy uczący się musi mieć przed sobą ogromne biurko, które będzie jego podstawowym miejscem do pracy, mieszczącym komputer, monitor i inne mniej lub bardziej potrzebne rzeczy.

789

Niezbędne dodatki:

Jak w przypadku szafki nocnej – odpowiednie oświetlenie. Biurko to przecież miejsce pracy każdego studenta. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na obecność szuflad oraz szafek przy biurku – blat nie pomieści wszystkich przyborów, które mają znajdować się w zasięgu ręki.

Wygodny fotel to także nieodzowna część każdego studenckiego pokoju. Ortopedzi twierdzą, że schorzenia kręgosłupa powstają głównie w wyniku nieprawidłowego siedzenia przy biurku, więc warto zapewnić sobie najwyższy komfort. Tym bardziej, że spędzisz na nim niemal tyle samo czasu co w łóżku.

1011

.
Szafa

Wielkość szafy jest stricte uzależniona od rozmiarów twojej garderoby. Sam wiesz jakiego rozmiaru potrzebujesz, choć warto zastanowić się nad faktem, czy nie powinno się kupić jej na wyrost – przecież liczba naszych ubrań zawsze może się powiększyć. Możesz wybrać klasyczną lub stanleyowską – wybór należy tylko do ciebie.

Zwróć uwagę na obecność niezbędnego miejsca na zawieszenie ubrań, jak również na liczbę półek. Pamiętaj, że potrzebujesz także miejsca na bieliznę oraz niektóre dodatki do ubrań. Dodatkową przestrzeń na górze szafy możesz zawsze wykorzystać jako schowek na nieużywane ciuchy.

121314

.
Regał z półkami

Kolejny niezbędny mebel każdego studenckiego pokoju. Książki, zeszyty, kserówki i notatki muszą być gdzieś przechowywane i niestety nie ma na nie miejsca w biurku ani nigdzie indziej – należy więc zaopatrzyć się w odpowiedni regał. Ten idealny ma wiele przegródek i półek, a ich brak zdecydowanie daje się we znaki każdemu studentowi.

Jeśli w pokoju nie mamy wystarczająco miejsca na wstawienie ogromnego regału, możemy zaopatrzyć się w same półki i samemu przymocować je do ściany w miejscach, gdzie pozostają wolne przestrzenie. Przecież kolory grzbietów książek i wzorzyste pojemniki mogą stanowić świetną ozdobę nie tylko regału, ale i całego pokoju.

151617

.
Na co jeszcze warto zwrócić uwagę?

Oprócz „niezbędników” wymienionych wyżej, mogą przydać ci się także niektóre dodatki ułatwiające i usprawniające naukę oraz codzienne życie.

Dywan lub wykładzina – bo czasami lepiej chodzić boso po przyjemnym, mięciutkim włosiu niż po zimnym parkiecie.
Zegar ścienny – żeby po szybkim spojrzeniu na ścianę sprawdzić jak długo mamy się jeszcze uczyć. I tak wiem, że tego nie robicie.
Tablica korkowa – najlepiej powieszona przy biurku. Potrzebna, by w zasięgu wzroku mieć przed sobą wszystkie najważniejsze i bieżące informacje dotyczące uczelni (plan zajęć, kalendarz itp.)
Dodatkowe krzesła – zawsze się przydają. Bo prędzej czy później ktoś odwiedzi cię w twoich czterech ścianach.

.

Wpis powstał we współpracy z marką Black Red White.

Kategorie
Blog

Tabula rasa. Od nowa.

Za tydzień minie równy rok od chwili, kiedy opublikowałem pierwszy wpis na tym blogu. I chociaż bardzo bym chciał, to nie mogę powiedzieć, że prowadzę bardzo kulturalnie od dwunastu miesięcy. Od jakiegoś czasu nie działo się tutaj zupełnie nic – strona umarła, artykuły nie były publikowane regularnie, a ja byłem zbyt bardzo pochłonięty życiem prywatnym. I za to, jeśli ktoś ze stałych czytelników jeszcze tu zagląda, z całego serca przepraszam.

Teraz nadszedł czas na reaktywację. Drugą z kolei.
Wyjaśnienia

Nie chodziło tutaj o brak czasu – skończyłem studia, miałem wakacje, szukałem pracy. Nie zależało to także od braku weny – z każdą sekundą chciałem napisać coś nowego, a myśli o konkretnych wpisach nieustannie krążyły mi po głowie. Gdy tylko siadałem przy biurku i próbowałem czymś się z wami podzielić, wszystko odpływało. Po prostu. Nie wiem dlaczego.

Jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas czasami przeżywa jakiś okres niemocy, kiedy zwyczajnie nie ma się ochoty na nic. Wertujemy kolejne kartki podręcznika, lecz po chwili uświadamiamy sobie, że nic z tego nie zrozumieliśmy. Że i tak nie zdamy. Ze mną było podobnie. Być może musiałem to wszystko przemyśleć, a możliwe, że po prostu mi się nie chciało. Nie potrafię powiedzieć.
Co dalej?

Będę pisał. Nie dlatego, że powinienem, ale dlatego, bo lubię to robić. I jeśli tylko wy uznajecie to za przydatne – tym bardziej się cieszę. Nie chcę być nazywany blogerem tylko dlatego, że prowadzę tę stronę i ktoś tam tutaj zagląda. Chcę, żeby to, co tworzę wywołało u was jakąś reakcję – pozytywną lub negatywną. Abyście mogli zrozumieć mój przekaz i podążyć za nim lub totalnie go wyśmiać. Wszystko zależy od was.

Ciągle odwiedza mnie 10 tysięcy osób miesięcznie, jednak nie mogę ich nazwać swoimi czytelnikami z bardzo prostego powodu – nie spełniają wyżej wymienionych wymagań. Zaglądają tutaj, bo wyszukali jakieś hasło w przeglądarce i przekierowało ich na tę stronę. Przeczytali artykuł, odeszli i zapomnieli o wszystkim. Chcę mieć czytelników, nie statystyki odsłon strony. One o niczym nie świadczą.
Zmiany

Piszę o edukacji. O studiach, rycerzach w walce o dyplom, maturze, szkole średniej i wszystkim innym, co tylko może się przydać moim rówieśnikom. Problem w tym, że blog powinien się rozwijać razem ze mną. A ja, chociaż z uczelni wyniosłem wiele wspomnień i doświadczeń, już nie studiuję. Dlatego postanowiłem pisać też o tym, co ważne nie tylko podczas pięcioletniej edukacji po maturze – chcę dzielić się z wami doznaniami wyniesionymi ze swojej ścieżki zawodowej.

Aby połączyć jakoś studia z karierą. Bo o to w tym wszystkim chodzi. I to może być zdecydowanie bardziej przydatne. Rozumiecie – bogatszy o praktykę wiem trochę więcej na ten temat. Mogę ze zdecydowanie większą pewnością stwierdzić, czy coś będzie bardziej opłacalne po studiach i udzielić wam przydatnej porady w tej kwestii.

Dlatego musiałem zaczekać. Żeby się rozwinąć. Żeby to, co robię, miało przekaz, który będzie bardziej wiarygodny.

Bo czasem wszyscy potrzebujemy przerwy. Porażki, po której możemy się podnieść. Przegranej, którą możemy przekuć w sukces. Melancholijnie, no nie?

Stay tuned. Będzie tego więcej.

Kategorie
Blog

19. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

W dniach 22-25 października odbyły się w Krakowie 19. Międzynarodowe Targi Książki. Impreza cykliczna, bardzo popularna, a jednak postaram się ukazać jej przebieg okiem laika – zwyczajnie plany zawsze układały mi się w ten sposób, że do tej pory nie miałem okazji stać się ich uczestnikiem. Teraz, z perspektywy czasu, ogromnie tego żałuję i zdecydowanie polecam wszystkim wzięcie udziału za rok. Warto!

.
ORGANIZACJA
Kolejki przy wejściu.

Kolejki przy wejściu.

Ogólnie rzecz biorąc, organizację imprezy oceniam na bardzo dobrą. Zmierzając w kierunku ulicy Galicyjskiej dostrzegłem jednak rzesze ludzi zmierzających ku ulicy Centralnej 41, gdzie jeszcze dwa lata temu mieściła się siedziba Targów EXPO. Wydawało mi się, że wszelkie plakaty i billboardy promujące event były wystarczająco dobrze skomponowane by wyczytać z nich miejsce lokalizacji, a tu proszę – nie lada zaskoczenie!

Lokalizacja moim zdaniem nie jest dobra, a to nie ze względu na dojazd, a okolicę budynku. Najbliższy teren zagospodarowany jest całkiem ładnie, przed wejściem mamy ogromny parking i… To właściwie tyle. Wystarczy odejść kawałek dalej by ugrzęznąć w błocie i z pasją w oczach, zamiast w książki, wpatrywać się w majaczące w oddali kominy elektrociepłowni.

111

Poza tym drobnym mankamentem, nie mam żadnych uwag. Kolejki przy wejściu były bardzo długie, ale zmniejszały się w zawrotnym tempie, wobec czego jest to ogromny plus dla organizatorów i oczywiście pracujących przy kasach. Ja trafiłem na sobotę i wówczas wewnątrz panował ogromny młyn – większość ma wtedy wolne od pracy, szkoły i może zająć się nieco bardziej konstruktywnymi rzeczami, prawda?

Zasada jednak jest prosta – im bliżej weekendu i głównego wejścia do EXPO – tym większe tłumy wokół ciebie. To wyjaśniało największy ścisk przy głównych alejkach.

.
LITERATURA

Cel przyświecający wszystkim tego dnia jest chyba jeden, ale za to jakże ważny i zaszczytny!

Zdobyć książki. Dużo książek.

Niezwykle radosną dla mnie – jako będącego pierwszy raz na Targach Książki – rzeczą, był fakt, iż wewnątrz nie było straganu, czego wcześniej troszkę się obawiałem. Oprócz gwaru rozmów nie było słychać żadnych przekrzykiwań, walk o klienta czy innych temu podobnych zwrotów akcji. Każdy w bardzo kulturalny sposób mógł starać się znaleźć to, co mogło go zainteresować. A było tego naprawdę dużo.

Pokusiłbym się o stwierdzenie, że było tam wszystko, ale byłaby to lekka przesada. Wystarczy powiedzieć, że jeśli chodzi o asortyment, to każdy na pewno znalazł tam to, co mogło go zainteresować. Wydawnictwa miały swoje stoiska oznaczone pierwszymi literami alfabetu oraz cyframi. Do tego przy wejściu można było poprosić o mapę, gdzie wszystko było dokładnie oznaczone, wobec czego wystarczyło tylko przecisnąć się przez niektóre alejki i voilà – książki stały przed nami otworem.

Zdobycze.

Ceny wielu tytułów były zdecydowanie niższe niż w księgarniach. Średnio, było to 20-30% przeceny, co dodatkowo kusiło wiele osób do poczynienia większych zakupów. Mało tego, bardzo kuszące były wszelkiego rodzaju promocje: książki z pudełka (za 5/10zł), czy też niektóre rozdawane wręcz za darmo (jedynym haczykiem była subskrypcja e-mailowa na stronie wydawnictwa).

.
SPOTKANIA Z AUTORAMI

Uczestnicy targów mieli dodatkowo możliwość spotkania się z autorami książek oraz krótkiej (w przypadku tych sławniejszych) rozmowy na różne tematy. Można więc było przyjść, poprosić o podpis z dedykacją na pierwszej stronie, zamienić kilka słów i odejść z uśmiechem na twarzy. Bo niby czemu nie, skoro jest taka możliwość?

I tak, w EXPO Kraków mogliśmy spotkać między innymi Wojciecha Cejrowskiego, Martynę Wojciechowską, Piotra Fronczewskiego i wiele wiele innych osobistości, których nazwiska można by tutaj wymieniać przez długi czas.

.
ODZEW

To naprawdę świetne, że Targi Książki w Krakowie cieszą się tak dużą – jak dane mi było się przekonać na własne oczy – popularnością. Fajnie, że jest wokół mnóstwo ludzi, którzy tego dnia zdecydowali się wydać te kilka złotych na wejście do środka i nawet nie musieli nic kupować – wystarczy, ze byli na miejscu i rozejrzeli się wokół siebie. To naprawdę budujące, gdyż świadczy o tym, że książka i literatura nie odchodzą w niepamięć, a wręcz przeciwnie – spotykają się z wielkim odzewem wśród ludzi bez względu na ich wiek czy status społeczny. Jak widać poniżej, czasami nawet aż za dużym.

Kategorie
Blog

Kocia Kawiarnia Kociarnia

Chyba każdy z nas lubi kawę. Jej cudowny aromat oraz smak w połączeniu z magicznymi właściwościami pobudzającymi sprawiają, że ta towarzyszy wielu z nas w każdej chwili życia. To samo dotyczy kotów, choć tutaj temat jest bardziej wątpliwy – te mają swoich zwolenników, jak i przeciwników (alergików, MU), ale założę się, że większość lubi ich widok. Chociażby na zdjęciach.
Wykonując proste działanie matematyczne mające na celu dodanie do siebie wyżej wymienionych elementów, wynik może być tylko jeden – Kocia Kawiarnia Kociarnia.

.
LOKAL I OBSŁUGA
Druga sala. I kot.

Druga sala. I kot.

Kawiarnia znajduje się przy ulicy Krowoderskiej, zaraz przy skrzyżowaniu, w bliskiej okolicy Nowego Kleparza i Politechniki Krakowskiej; nie powinno być żadnego problemu z odnalezieniem tego miejsca. Zaraz za progiem drzwi wejściowych mamy ladę z kasą, przy której urzęduje pani kelnerka i od razu przyjmuje nasze zamówienie. Chwilę potem możemy przejść przez kolejne drzwi (podwójne, wyglądające jak szafa), zająć miejsce i robić co nam się rzewnie podoba. Dobra, może nie wszystko, gdyż Kocia ma swój regulamin którego należy bezwzględnie przestrzegać!
regulamin

Koci Kodeks.

Właściwy lokal stanowią dwie obszerne sale. Pierwsza dla ekstrawertyków, gdzie na samym środku znajdują się małe stoliki, a przy ścianach sąsiadujące ze sobą, pięknie zdobione fotele. Jest tu mniej przytulnie, gdyż zwyczajnie jesteśmy otoczeni innymi ludźmi, ale idea jest świetna – zawsze można porozmawiać z innymi, a nie tylko zadowalać się swoim towarzystwem. Druga sala jest nieco mniejsza, ale bardziej przytulna i kameralna. Mamy tutaj dwa czy trzy stoliki w otoczeniu bardzo wygodnych skórzanych kanap, a do tego schodki prowadzące na antresolę, gdzie można wygodnie wyłożyć się na poduszkach i zapomnieć o całym świecie.

W Kociej możemy wcześniej zarezerwować sobie upragnione miejsce – wystarczy tylko dokonać rezerwacji przez Internet (pod tym adresem) lub Facebooka i umówić się na konkretną godzinę i datę. Czasami może to wiele ułatwić, szczególnie biorąc pod uwagę odzew z jakim kawiarnia się spotyka. W innym wypadku pozostaje nam szukać wolnego miejsca i integrować się z innymi ludźmi. I milusińskimi czworonogami. Osobiście polecam antresolę.

Lokal odwiedziłem już kilka razy nie tylko dla kotów, choć personalnie jestem ich miłośnikiem. Głównym powodem dla którego mam zamiar pojawić się tam znowu jest nieopisana atmosfera ciszy i spokoju, szczególnie w godzinach przedpołudniowych. W wielu miejscach tego typu panuje hałas, zgiełk, czasami muzyka jest puszczana tak głośno, że nie można się skupić i usłyszeć własnych myśli. Tutaj czuję się jak w domu, zwykle nic nie zakłóca odpoczynku, można spokojnie zająć się pracą domową czy czytaniem książki. Ba, gdyby ktoś tylko chciał, to zapewne obsługa nie miałaby nic przeciwko ucięciu sobie drzemki na poduszkach. To wyróżnia Kocią spośród innych krakowskich kawiarni, które dane mi było odwiedzić.

.
KAWA

Karta nie jest zbyt szeroka, ale też nie wymagałem niczego więcej. Jeśli ktoś przychodzi napić się kawy i zapomnieć o otaczającym świecie – to miejsce jest idealne. Słodkie wypieki zdają się być domowe, gdyż około południa niektóre łakocie zeszły już z asortymentu.

menu

Ceny są w porządku, choć nie zachęcają. Decyzję o zapłacie pomaga jednak podjąć fakt, iż kawiarnia finansowo wspiera Fundację Kocia Akademia, o której nieco więcej napisałem poniżej. A jeżeli sprawa jest słuszna, nie powinniśmy się wcale zastanawiać. Dodatkowo, studenci mają 10% zniżki, co jest kolejnym zachęcającym czynnikiem do odwiedzenia tego miejsca.

kawa

Jeśli chcemy się napić kawy – dostajemy ją. Bardzo smaczną, aromatyczną, mleczną, z puszystą pianką i udekorowaną pięknym rysunkiem kota na powierzchni. Co tylko sobie zażyczycie. Smakołyków nie próbowałem, choć zaryzykowałbym stwierdzenie, że są równie pyszne.

.
FUNDACJA KOCIA AKADEMIA

Gdy ktoś odwiedza to miejsce w celu zabawy z kotami, również powinien być zadowolony. Wnętrze jest zaadoptowane szczególnie pod nie i według mnie, mają tam istny raj. Pełno zabawek – myszek na podłodze, mnóstwo miejsc, w których mogą odpoczywać, czy drapaków, na których mogą ostrzyć pazurki. Zwierzaki nie wydają się być ospałe, niektóre chętnie witają się z ludźmi i biorą udział w zabawie. Jeśli tylko chcą, oczywiście, gdyż to one wybierają sobie właściciela. Niektóre obserwują sobie świat z perspektywy parapetu, inne hasają sobie po dywanie, czy też skaczą po specjalnych, umocowanych na ścianach, półkach.

Idea przyświecająca Fundacji, opiekującej się lokatorami kawiarni, jest naprawdę godna podziwu. Zanim zwierzęta trafią do lokalu, są poddawane badaniom w gabinecie weterynaryjnym, wobec czego przyszli i obecni goście nie mają się czego obawiać ze strony futrzaków. Chyba każdego ruszają biedne zwierzęta ze schronisk – te porzucone i zapomniane. Organizacja ta zapewnia części z nich nowe, lepsze życie, z możliwością na przyszłą adopcję, jeśli tylko ktoś wyrazi taką chęć.

.
PODSUMOWANIE

Samo połączenie kawiarni oraz mini-schroniska dla kotów sprawia, że cel istnienia Kociej jest naprawdę szlachetny. W połączeniu z niesamowitą atmosferą panującą wewnątrz, miłą obsługą i przepyszną kawą stwierdzam, że miejsce to jest istotnie warte uwagi. Teraz tylko pozostaje pytanie: kto był inicjatorem? Koty czy ludzie?

Zachęcam gorąco do odwiedzenia, jeśli ktoś jeszcze nie był. Drugi raz też nie zaszkodzi przyjść. Tylko patrzcie pod nogi!

Pozdrowienia dla Kropka.

Kategorie
Blog

HousePizza – prosto z pieca

Skuszeni niewielką odległością do lokalu oraz pozytywnymi opiniami na jego temat, pomimo niezbyt przyjaznej aury pogodowej, zdecydowaliśmy się z MU na odwiedzenie HousePizzy. Restauracja nie należy do grupy najbardziej popularnych, jednak dzięki pochlebnym opiniom na blogu Hip Huta, zyskała w moich oczach pewną renomę, którą obowiązkowo należało zweryfikować. No i później opisać, aby każdy mógł sprawdzić ją samemu – taka reakcja łańcuchowa.

LOKAL

Wnętrze lokalu.

Przede wszystkim, co personalnie mnie zdziwiło – ciężko było znaleźć główne wejście do środka. Co prawda kierunek jest dokładnie oznaczony wielkim bannerem od ulicy Medweckiego, jednak chcąc dostać się do restauracji musiałem najpierw przedrzeć się przez taras o całkiem dużej powierzchni, niemalże taranując niezliczone rzędy stołów i krzeseł. Brzmi jak bajka, jednak to absolutna prawda – dlatego też polecam wejście od strony osiedla – wybranie go powinno ułatwić nieco sprawę.

Wewnątrz budynek jest podzielony na dwie duże sale – ja wybrałem miejsce w tej drugiej, przestronniejszej, znajdującej się w większej odległości od wejścia, jednak to tutaj znajdował się opalany drewnem piec, w którym przygotowywano pizzę.

Restauracja jest urządzona w ładnym stylu i ma swój charakterystyczny, specyficzny klimat. Wewnątrz pachnie jedzeniem i jest bardzo dużo miejsca, wobec czego nie powinniśmy być przymuszani do wysłuchiwania rozmów dobiegających z sąsiednich stolików, ani mieć problemów z odsuwaniem krzesła od blatu błagając w myślach o to, by nie zderzyć się oparciem z osobą siedzącą za naszymi plecami.

OBSŁUGA

Zachowanie personelu jest poprawne. I tylko takie. Obsługująca mój stolik kelnerka (chyba jedyna na tamtą chwilę) była miła, jednak nie wysilała się na jakieś dodatkowe uprzejmości i ograniczała jedynie do lakonicznych odpowiedzi na pytania. Ogólnie jednak nie ma się do czego przyczepić – nie przychodzi się do restauracji po to, by rozmawiać z obsługującymi gości.

Pracownicy wydawali się tworzyć zgrany team, o czym świadczyły ich dosyć głośne rozmowy na przeróżne tematy – począwszy od zamówień, jakie należy złożyć w hurtowni, a skończywszy na tym, co pani kelnerka nosi w portfelu i po jaką cholerę jest jej lakier do paznokci i kasztany. Dodatkowe wulgaryzmy i śmiechy sprawiają, że człowiek czuje się tam naprawdę swojsko.

Ogromnym atutem jest czas oczekiwania na zamówienie. Co prawda w porze obiadowej wewnątrz nie było wielu gości, jednak niesamowicie zdziwiłem się widząc, że po niecałych dziesięciu minutach średnia pizza jest już gotowa. Bardzo dobrze, bo razem z MU byliśmy przeraźliwie głodni.

JEDZENIE

Średnia pizza (kompozycja własna).

Pizza jest dostępna w trzech rozmiarach, o średnicach: 22cm, 32cm i 42cm.

Jakość i ilość składników jest bardzo w porządku. Wszystko jest świeże i pachnie znakomicie, dodatkowo kucharze nie oszczędzają na dodatkach do pizzy (co widać na załączonym wyżej zdjęciu). Ciągnącego się sera jest dużo, a w przypadku zamówionej pizzy ananas nie był brany z puszki. Ciasto jest cienkie, jednak nie łamie się w chwili podniesienia kawałka wyżej niż poziom blatu stołu. Dodatkowo jest możliwość zamówienia kilku rodzajów sosów: próbowany przeze mnie pomidorowy przypominał w fakturze pulpę i dało się w nim wyczuć odrobinę ziół, czosnkowy zdawał się zawierać w swoim autorskim składzie za dużo jogurtu, przez co w moim odczuciu był zbyt mało intensywny (tak, wiem – oryginalna włoska pizza i sos czosnkowy. ale lubię)

Smak i połączenie składników w jedną spójną całość – jak najbardziej na plus. W daniach widzimy zrównoważenie pomiędzy chęcią zaspokojenia apetytu a jakością zamówienia. Prawdziwy włoski klimat w polskim wydaniu.

CENY

Menu restauracji.

Oferta restauracji jest bardzo szeroka i obejmuje w swoim zakresie nie tylko pizzę, ale również przeróżne makarony, gnocchi oraz sałatki. Dodatkowo mamy do wyboru sporą gamę napojów – na szczególną uwagę zasługują regionalne piwa, które wielu osobom powinny przypaść do gustu. Lokal oferuje także wiele promocji, takich jak przykładowo menu lunchowe, na którym możemy oszczędzić trochę grosza pomiędzy godziną 12:00 a 16:00, kiedy to każda średnia i mała pizza (z wyjątkiem kompozycji własnej) kosztuje odpowiednio 19zł i 12,90zł.

Dodatkowo restauracja realizuje zamówienia na wynos, wobec czego możemy dobrze zjeść nie ruszając się z domu.

Przykładowe ceny.

PODSUMOWANIE

W moim odczuciu w HousePizza serwują najlepszą pizzę w Krakowie. Owszem, zdaniem wielu mogę się mylić, ale to moja subiektywna opinia i tyle. Ciągle pozostaje kilka niedociągnięć, które można by w lokalu poprawić, jednak jakość jedzenia na tę chwilę jest znakomita, a to w znacznej mierze przeważa na moim werdykcie.